0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Mówią o nich kolaboranci. Spotykają się w Chrząstawie Małej, by knuć plany podboju piwnego świata. Po cichu, podstępnie układają tajne receptury, by po jakimś czasie gotowy produkt przemycić do najlepszych lokali w kraju. Tak też było z Rekinem, bohaterem dzisiejszego programu. Chociaż o jego istnieniu wiedzieli tylko wtajemniczeni i cały jego zapas znikł tak szybko jak się pojawił, mi udało się tajnymi kanałami zdobyć kilka jego próbek. Zatem już za chwileczkę sprawdzimy co kryje się w tej niepozornej szklanej butelczynie. Tymczasem jeszcze słów kilka o sprawcach zamieszania.

Tomasz Kopyra i Wojciech Frączyk – to oni podjęli rękawicę i dołączyli do małej polskiej piwnej rewolucji. Pierwszy z nich, to uznany piwny bloger, felietonista, a przede wszystkim utalentowany piwowar domowy z długim stażem. Drugi – restaurator, fanatyk dobrego piwa, od wiosny tego roku właściciel browaru restauracyjnego. Połączenie wiedzy Tomka z Wojtkowym zamiłowaniem do eksperymentów zaowocowało kilkoma ciekawymi recepturami, które przerodziły się w nowatorskie na polskim rynku piwa. Pierwszy był Kruk (american stout), po nim pojawił się Shark (american pale ale), a dosłownie kilka dni temu światło dzienne ujrzał Borsuk (smoked porter). Piwa bezkompromisowe i co najważniejsze, bardzo udane. Gdzie się tylko pojawią, sieją niezły zamęt i znikają w mgnieniu oka. Mam nadzieję, że to dopiero początek dłuższej współpracy duetu Kopyra&Frączyk.

Sharkamerican pale ale(?)
Skład: woda, słody: pale ale, monachijski, pszeniczny, zakwaszający, oraz chmiele: Chinook, Citra, Cascade. Drożdże US-05.
Ekstrakt 11,6Blg, alkohol 4,9%

Wygląd: jasnozłote, opalizujące. Piana śnieżnobiała, niezbyt obfita, ale utrzymuje się dzielnie w postaci korzuszka.
Aromat: słodkich owoców – mango, brzoskwini, nieco dojrzałego banana. Poza tym żywiczny, sosnowy. Przyznam, że tego się nie spodziewałem. Zaskoczenie jest na pewno na plus.
Wysycenie: umiarkowane do niskiego, dobrze dobrane.
Smak: zdecydowanie chmielowy, wytrawny. Bardzo szybko do głosu dochodzi potężna, żywiczna, długo utrzymująca się na tyłach języka goryczka.
Odczucie w ustach: no cóż, dość ekstremalne. Mało treściwe, na początku delikatnie szczypiące od wysycenia, ale już po chwili szorstkie i cierpkie od goryczki.
Wrażenie ogólne: Po prostu „Extremly hopped sunny ale”. Genialne w aromacie, ekstremalne w smaku. Agresywne i ostre. Nie wiem co autorowie mieli na myśli i czy udało im się to osiągnąć, ale mi się to piwo podoba. Nieco większa treściwość mogłaby złagodzić nieco goryczkę, ale czy to zrobiło by temu piwu lepiej? Chyba nie. Napiszę jeszcze o czymś o czym zwykle nie wspominam, mianowicie o oprawie graficznej. Moim zdaniem jest wzorcowa. Etykieta ładna, czytelna i przyciągająca uwagę, ale przede wszystkim z kompletem informacji. Po lekturze od razu wiemy czego się spodziewać w środku. Życzyłbym sobie, by inni też poszli tą drogą.
Ocena: 7/10