0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Dzisiaj cofnę się w czasie do początku maja. Opowieść dotyczyć będzie mojej majówkowej wyprawy do Londynu. Wcześniej jakoś nie było czasu o tym napisać, a wydaje mi się, że warto. Miasto nie jest może mekką piwoszy, jednak ma pod tym względem do zaoferowania o wiele więcej niż większość pozostałych europejskich stolic. W Londynie byłem już któryś raz z kolei, ale pierwszy raz całkowicie turystycznie, dzięki czemu mogłem nieco więcej czasu poświęcić na sprawy około-piwne. Z braku czasu, nie udało mi się zobaczyć wszystkiego co zaplanowałem, ale mam nadzieję, że to co opiszę poniżej (i w kolejnych odcinkach), narobi wam konkretnego smaka na wizytę w tym pięknym mieście.

Oczywistą sprawą jest, że w Anglii życie towarzyskie toczy się w pubach. Podobno ta tradycja zamiera i to już nie to samo co kiedyś, niemniej o 17, gdy wszyscy wychodzą z pracy ciężko w pubach znaleźć miejsce. A bary są wszędzie, niemal na każdym rogu. Mniejsze lub większe, mniej lub bardziej tradycyjne, niektóre tak wiekowe, że można by w nich urządzić muzeum. W dobrych pubach można się napić real ale, czyli prawdziwego brytyjskiego piwa górnej fermentacji, kondycjonowanego w beczkach i naturalnie nasyconego dwutlenkiem węgla. Takie piwo jest drogie i coraz trudniej dostępne. Różnie bywa z jego jakością, niemniej każdy, kto w Anglii zagości, musi go spróbować. Albo się zakocha albo … nie. Dla mnie okazja do spróbowania real ale warta jest każdych pieniędzy, a wspomnieć należy, że ceny w Londynie są mocno europejskie i za dobre piwo przyjdzie nam zapłacić nawet ponad 4 funty za pintę.

Puby to nie tylko piwo, ale też jedzenie. W przeciwieństwie do polskich piwiarni, w wyspiarskim pubie można na prawdę dobrze, szybko i względnie niedrogo zjeść. Mimo, że brytyjska kuchnia nie ma nam zbyt wiele do zaoferowania, zachęcam do spróbowania typowych dań, jak nieśmiertelne fish and chips czy gulaszu po angielsku (beef stew). Oprócz tego w pubach serwowane są typowe dania typu fast food – burgery, frytki, itp., choć zwykle w wydaniu znacznie lepszym i smaczniejszym niż w sieciach znanych marek. No i do tego piwo – obowiązkowo!

Puby dzielimy na zwykłe, masowe, w których serwowane są eurolagery. Czasem zawieruszy się tam jakaś pompa z real ale, ale i tak raczej nie polecam. Druga kategoria, to puby tradycyjne, w których króluje dobre piwo i dobra atmosfera. Często wyglądają tak, jabkby czas się w nich zatrzymał ładnych kilkadziesiąt lat temu. Czasem tak też jest. To esencja brytyjskiego „folkloru” i stylu bycia. Warto wstąpić choć na jednego.

Trzecia grupa pubów to multitapy – mekka piwnych dewotów. Jest ich w Londynie co najmniej kilka i uwierzcie mi, mogą przyprawić o zawrót głowy. My w kraju już się oswoiliśmy, że może być kilka, no może 10 nalewaków. Ale 30? 40? I jak tu wybrać coś dla siebie, gdy ma się raptem godzinę czasu na degustację. Na szczęście barmani zwykle spieszą z pomocą i fachową radą, ale to tylko wtedy gdy mają czas, bo ruch w przybytkach tego typu bywa spory nawet w godzinach daleko poprzedzających piwny szczyt.

Mi udało się odwiedzić jeden z dwóch zaplanowanych lokali typu multitap (nie licząc Brew Dog’a, o którym w następnym odcinku). Euston Tap to klimatyczny, malutki pub znajdujący się tuż przy stacji Euston. Mimo niewielkich gabarytów zaskakuje ogromnym wyborem nieszablonowych piw – 27 rotacyjnie zmieniających się piw beczkowych i 8 po brzegi wypełnionych lodówek – to zrobi wrażenie nawet na największym piwnym snobie 😉 Meantime, De Molen, Sierra Nevada, ale też czeski Bernard czy niemiecki pszeniczny klasyk – Weihenstephaner. I jak tu być szczęśliwym, gdy czasu starczyło tylko na jedną małą próbkę.

c.d.n.

W kolejnym odcinku – Brew Dog Pub, Camden.