Piwolog radzi ...

Masz problem? Idź do piwologa!

Zdążyć przed Końcem Świata.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Koniec Świata - Pinta

Koniec Świata to moim zdaniem najodważniejszy eksperyment na polskiej scenie piwnej. Odważniejszy nawet od piwa z czosnkiem. To próba wprowadzenia stylu, który jest kompletnie odmienny od tego co znamy. Strach pomyśleć co by się stało, gdyby kupił je totalny piwny laik. Zapewne wylądowało by w zlewie jako zepsute. Dlaczego?

Sahti, bo o tym stylu mowa, to tradycyjne piwo rodem z Finlandii. Komercyjne przykłady, jeśli w ogóle istnieją, można zapewne policzyć na palcach jednej ręki. Jego smak i sposób powstawania jest daleki od tego co znamy. Po pierwsze nie używa się chmielu, a jego zamiennikiem jest jałowiec. Gałązki służą jako sito filtracyjne dla zacieru, a na etapie „chmielenia” dodaje się szyszkojagody i ewentualnie także odrobinę gałązek. Brzeczki nie gotuje się, a jedynie podgrzewa do około 80C celem ubicia bakterii. Coś na wzór pasteryzacji. Na koniec fermentuje się je drożdżami … piekarskimi.

Tradycyjnego sahti nie rozlewa się do beczek czy butelek, a serwuje wprost z … wiadra. Nie ma ono zatem gazu, choć oczywiście może być nieco musujące, szczególnie jeśli jest świeże i jeszcze pracuje. Jest żywe, więc z każdym dniem zmienia swój charakter. Od słodkiego, drożdżowego, po wytrawny i alkoholowy.

Sahti jest piwem gęstym i mocnym. Znakomicie rozgrzewa i odżywia, co nie jest bez znaczenia w klimacie podbiegunowym.

Najciekawsze jest to, że w Polsce mało kto miał okazję próbować piwa w tym stylu i mało kto wie czego można się spodziewać. Mam nadzieję, że ciekawość zwycięży i Koniec Świata mimo swojej odmienności będzie kolejnym sukcesem projektu Pinta.

Ja miałem okazję próbować go już 2 grudnia na oficjalnej premierze w warszawskiej Gorączce Złota. Nalane jak przykazano – chochlą z wiadra – nie zrobiło na mnie jednak szczególnego wrażenia. Z recenzją chciałem jednak poczekać do czasu, gdy będę mógł na spokojnie delektować się wersją butelkowaną. Ten czas właśnie nadszedł.

Koniec Świata – sahti
Ekstrakt 19,1Blg, alkohol 7,9%

Wygląd: jaskrawo-pomarańczowe, kompletnie mętne. Gdyby nie brak piany (pojawia się tylko na moment), to wyglądem przypominałoby do złudzenia piwo pszeniczne.

Aromat: Dominują drożdże i banany, duuuużo bananów. Jałowcowy aromat jest tak nikły, że w ślepym teście mógłbym go nie odnaleźć. Jest za to wyraźna nuta czarnej porzeczki, tudzież kociego moczu, która normalnie wynika z utlenienia (starzenia się), ale tutaj musi mieć raczej inne pochodzenie, bo przecież piwo jest jeszcze świeże. Jest też odrobina siarkowodoru. Te dwie ostatnie cechy należałoby traktować jako wady. O ile w wersji beczkowej wydawały mi się one bardziej nachalne, to w wersji butelkowej uznałbym je za prawie pomijalne.

Wysycenie: niskie, ale istniejące. Oryginalne sathi podobno w ogóle nie ma bąbelków.

Smak: słodki, bananowo-drożdżowy, ale też nieco cytrusowy. Czuć trochę więcej jałowca niż w aromacie, ale nadal nie jest to jakaś mocna cecha. Co ciekawe w ogóle nie czuć alkoholu, a wg etykiety jest go na prawdę sporo. Goryczka jest niska, na poziomie polskich „jasnych pełnych”.

Odczucie w ustach: tak pełne, że może spokojnie zastąpić posiłek. Natomiast nie jest zaklejające, co należałoby uznać za dużą zaletę. Pijalność jak na tak „duże” piwo jest niezła, choć oczywiście po jednym człowiek jest syty i … wesoły.

Wrażenie ogólne: Nie będzie to z pewnością mój ulubiony styl, ale też nie mogę powiedzieć, żeby mi nie smakowało. Przypomina mocne piwo pszeniczne, coś a’la podwójny weizenbock (koźlak pszeniczny). Jest gęste, treściwe, bardzo sycące i trochę zdradliwe, bo w ogóle nie czuć sporej ilości alkoholu. Jestem nieco zawiedziony nikłym aromatem jałowca. Spodziewałem się czegoś całkowicie przeciwnego. No, ale nie ma co narzekać. Brawo za odwagę i wprowadzenie na rynek piwa tak niszowego. Lećcie do sklepu i bierzcie póki jest. Nie wiadomo kiedy dane nam będzie znowu spróbować fińskiego sahti.

Oceny dzisiaj nie będzie. Jest to pierwsze moje sahti i nie mam żadnego odniesienia. Potraktuje je więc jako ciekawostkę i coś czego każdy odważny piwosz spróbować powinien. Choćby w celach poznawczo-edukacyjnych. Smacznego!

2 Comments

  1. Ja jestem nieco zaskoczony. To znaczy – z większością sie zgadzam – kolor, wysycenie, piana i częściowo smak, jednakże w moim egzemplarzu alkohol walił z całej siły. Dawało wódą mówiąc wprost.
    Ale i tak było miło 🙂

  2. „Po pierwsze nie używa się chmielu, a jego zamiennikiem jest jałowiec”. Pinta przecież dodała chmiel, bo wymieniony jest on w składzie. Oczywiście jagody jałowca też ponoć są dorzucone.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Piwolog radzi …

Theme by Anders NorenUp ↑