Piwolog radzi ...

Masz problem? Idź do piwologa!

Bracki Rauchbock kontra domowy protoplasta

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Bracki Rauchbock kontra oryginał

Tegoroczny Grand Champion miał swoją premierę ponad tydzień temu. Sądząc po opiniach, odbiór jest bardzo pozytywny. Na tyle, że w niektórych sklepach zapas się dawno wyczerpał, a w innych zostały ostatnie sztuki. Jeśli jeszcze ktoś z was jeszcze nie próbował, a chciałby, to radzę się pospieszyć. Moją recenzję znajdziecie tutaj.

Tymczasem dzisiaj biorę się za porównanie Brackiego Rauchbocka z jego protoplastą, czyli piwem, które wygrało konkurs piw domowych Festiwalu Birofilia 2012. Ostatni raz piłem je pół roku temu na wspomnianym festiwalu. Szczerze mówiąc, miałem drobne zastrzeżenia, choć nie bardzo pamiętam jakie. Tak czy inaczej fajnie będzie sprawdzić jak piwo Andrzeja smakuje po niemal roku od zabutelkowania. Na kapslu widnieje data 30.12.11.

Wygląd kolor podobny, brązowy z rubinowymi przebyłyskami. Bracki jest minimalnie ciemniejszy (na zdjęciu wygląda to inaczej, ale to kwestia światła). Piana w domowym jest obfitsza, ale ma brzydszą fakturę, z pęcherzykami różnej wielkości. Jest za to trwalsza i więcej jej zostaje do końca. W domowym piana (zgodnie z kolorem) jest nieco jaśniejsza, ładniej też oblepia szkło. Oba piwa nie są idealnie klarowne. Domowe opalizuje mocniej, ale tylko nieznacznie.

Aromat: w domowym jest zdecydowanie wyraźniejszy. Więcej w nim bogatej słodowości niż wędzonki. Widocznie z czasem się trochę zredukowała, choć nie zapamiętałem tego piwa jako szczególnie mocno dymionego. Wydaje mi się, że wyczuwam delikatne utlenienie. W piwie Andrzeja jest mniej estrów (aromatów owocowych) i w przeciwieństwie do Brackiego, w ogóle nie czuć alkoholu.

Wysycenie: w domowym nieco wyższe niż w komercyjnym, ale przyjemniejsze w odbiorze. Czuć różnicę pomiędzy sztucznym nasyceniem CO2, a naturalnym dwutlenkiem powstałym w wyniku refermentacji w butelce.

Smak: tutaj wersja domowa wygrywa pod względem poziomu wędzonki, ma też nutę orzechowo-paloną, której próżno szukać w Brackim. W smaku wersja domowa jest bogatsza, intensywniejsza. Posiada też wyraźniejszą, świetnie skomponowaną goryczkę.

Odczucie w ustach: wersja domowa jest zdecydowanie pełniejsza, a wysycenie mniej szczypiące. Do tego bardzo przyjemny krótki goryczkowy finisz. Po brackim na języku pozostaje niewiele, poza posmakiem alkoholu. Domowe pije się z ogromną przyjemnością.

Wrażenie ogólne: Dwa piwa tak podobne, a tak od siebie różne. Wygląd, charakter i poziom wędzonki są zbliżone. Cała reszta to jednak sporo różnic. Domowe jest zdecydowanie bogatsze w smaku i aromacie, bardziej treściwe, lepiej ułożone i ma wyraźniejszą, bardzo przyjemną goryczkę. Powoli ulega wpływowi czasu, bo pojawiło się delikatne utlenienie, ale nadal jest to piwo znakomite i po prostu ciężko oderwać usta od szklanki. Zdecydowanie wygrywa tą konfrontację.

Bracki Rauchbock jest głębiej odfermentowany, co działa trochę na jego niekorzyść. Kosztem smaku i pełni uzyskano więcej alkoholu. Niestety nie jest to żadna zaleta.

Czy zatem w Brackim Browarze Zamkowym udało się uwarzyć piwo godne oryginału? I tak i nie. Wiadomo, że nie da się w sposób idealny przenieść domowej receptury na realia przemysłowe. Użycie tych samych składników to nie wszystko. Inna jest skala, inny sprzęt, w końcu inny czas na przygotowanie i wyleżakowanie gotowego piwa. Do tego filtracja, pasteryzacja, czyli de facto wyjaławianie. Andrzej Miler i piwowarzy z Cieszyna odwalili kawał porządnej roboty i uzyskali naprawdę niezły wynik w postaci udanego, ponadprzeciętnego piwa. Moim zdaniem cel został osiągnięty.

Czy można było to zrobić lepiej? Tak, ale komuś brakło jaj albo po prostu odwagi i/lub doświadczenia. Gdyby bardziej skupić się na parametrach fermentacji i wypuścić piwo refermentowane w butelkach …

… no dobra, koniec bujania w obłokach.

3 Comments

  1. „Czuć różnicę pomiędzy sztucznym nasyceniem CO2, a naturalnym dwutlenkiem powstałym w wyniku refermentacji w butelce.” – sorry, ale jakim sztucznym nasycaniem? Piwo jest nasycane w trakcie fermentacji, naturalnym CO2. Jedynie przy HGB trzeba dodać wody z CO2. Wbrew pozorom (mitom) piwo w dużym browarze (pomijam, że Cieszyn takim nie jest) jest nasycane CO2 w trakcie fermentacji. W domu też byśmy tak mogli robić gdybyśmy mieli ciśnieniowe tanki i takąż linię rozlewniczą.

    Cieszy mnie, że poziom wędzonki określiłeś na zbliżony, bo to oznacza, że moja teoria o tym, że po prostu sędziowie nie oczekiwali piwa ekstremalnego, się potwierdziła.

    Co do tego, że piwo domowe jest pełniejsze, to obstawiam 2 zjawiska. Po pierwsze i najważniejsze filtracja to kastracja. Po drugie w domu zwykle nie mamy prawidłowo odfermentowanego piwa.

    • Tak czy inaczej różnica w odczuwaniu wysycenia jest. W domowym jest perliste i przyjemne, w brackim zdecydowanie ostrzejsze, choć wcale nie jest bardziej nasycone CO2.

      • To może być pokłosie zbyt krótkiego leżakowania – dłuższe dojrzewanie mogłoby pomóc w ułożeniu nagazowania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Piwolog radzi …

Theme by Anders NorenUp ↑