0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa

Jak pewnie wiecie miniony weekend spędziłem we Wrocławiu. Festiwal Dobrego Piwa na stałe zagościł już w moim kalendarzu na stałe i nie ma opcji bym drugiego weekendu maja nie spędzał w stolicy Dolnego Śląska. O tym kogo i co tam spotkałem dzisiaj słów kilka.

Piątunio

Piątek, dzień rozruchowy. Udało nam się dotrzeć na teren festiwalu o godzinie 15. Po tym, co zastaliśmy po drodze, jesteśmy wdzięczni losowi za brak deszczu. Witamy się z Krzyśkiem Lechowskim (prezes PSPD) oraz ekipą Pinty i niezwłocznie siadamy do pierwszego piwa. Na początek coś lekkiego, a jednocześnie chyba jedno z bardziej charakterystycznych piw festiwalu – czysty młody lambik. Piwo dzikie, bardzo rzadko spotykane poza swą belgijską ojczyzną. Podobno lambik w wersji czystej jest niepijalny, podchodzimy z dystansem, ale już pierwszy łyk rozwiewa wszelkie wątpliwości. To jest genialne – lekkie, kwaśne (ale nie przesadnie), bardzo nisko wysycone, w zasadzie bez piany. Świetnie gasi pragnienie i zachwyca swym charakterem. Jest winne, okraszone aromatem końskiej derki. Tylko dla zaawansowanych kwasopijców 😉

Zaraz dosiada się Volker Quante, który właśnie zakończył sędziowanie piw domowych w kategorii stout. Tak się złożyło, że zdobył jedno z konkursowych piw, zatem nie bronimy się przed kolejną degustacją. Stout doprawiony chilli jest smaczny, ale poziom ostrości przewyższa nasze wyobrażenia. Bez chilli to byłoby nadal super piwo, a tak jest po prostu pikantne. Po tym specyfiku nie pozostaje nam nic innego jak przeczyścić kubki smakowe jakimś pożywieniem. Sprawa nie jest prosta, bo festiwal nie rozpoczął się jeszcze oficjalnie i czynnego grilla długo trzeba szukać.

Volker Quante, Andrzej Miler, Marcin Stefaniak

Po wrzuceniu czegoś na ruszt, a jednocześnie czegoś z rusztu, znajdujemy się w zagłębiu „rzemieślników” – AleBrowaru i Browaru Szałpiw. Ci drudzy dopiero podłączają beczki, zatem sprawdzamy formę holenderskiego browaru De Molen. Single Hop Citra okazuje się bombą chmielową, a jednocześnie piwem jednokierunkowym. Aromat chmielu przepiękny. Amarillo – tu już więcej sensu, a jednocześnie po bardzo aromatycznej Citrze wydawało się jakieś takie grzeczne.

Jan Szała - Browar Szałpiw

Chwila przerwy i lecimy z Szałem Piw. Bździągwa fajna i intrygująca, mój klimat, choć zmysły ciągle zawalone amerykańskimi chmielami i ciężko coś sensownie ocenić. Rojber ma w sobie coś dziwnego, ale fajny z niego dubel. Szczun słusznie okrzyknięty hitem – aromatyczne i jakże pijalne piwo! W ciemno nigdy bym nie zgadł, że ma aż 19 Blg.

Bździągwa, Rojber i Szczun

Kolejne kroki, to powitanie z ekipą AleBrowaru. Za kranem Łukasz znany z bloga Piwomani. Oko przykuwają Randalle – instalacje do przepuszczania nalewanego piwa przez świeży chmiel. Tak serwowany jest Rowing Jack oraz nowe piwo – King Of Hop (american ale). Uczucia mam mieszane. Aromat rzeczywiście ciekawy – przypominający zapach wydobywający się ze świeżo otwartej paczki z chmielem (tutaj odmiany Cascade). Jest tak intensywny, że w zasadzie przykrywa piwo bazowe. Może się podobać lub nie, choć oceny są głównie pozytywne – od pochwał umiarkowanych do głośnych zachwytów. Największy problem w tym, że nie sposób ocenić piwa bazowego. O ile Rowing Jack jest mi dobrze znany, to King Of Hop ma właśnie swoją premierę, a nie można skosztować go w wersji niedochmielanej. Szkoda.

Warto jeszcze wspomnieć o urodzinowym piwie Pinty, AleBrowaru i Piwoteki Narodowej. B-day, czyli Weizen (A)IPA. Pierwsze zaskoczenie to wygląd, piwo jest piękne – rubinowe z obfitą jasną pianą i … idealnie klarowne. W odczuciu bardziej IPA niż Weizen, ale sprawia bardzo dobre wrażenie. Niestety nie było tak aromatyczne jak inne specjały degustowane w tym czasie, także nie przebiło się. Muszę sprawdzić je na spokojnie w domowym zaciszu.

Tego wieczoru największe wrażenie zrobił na mnie Mikkeller 10. Aromat tak mocny, że mimo atakowanych z każdej strony zmysłów, potrafił zachwycić. Do tego idealny wręcz balans – to co w piwie kocham najbardziej. Jest ogrom aromatu, jest odpowiednia słodowa baza skontrowana goryczką na odpowiednim poziomie – harmonia do kwadratu. Świetne piwo!

Zestawione obok niego premierowe Artezan IPA także zrobiło na mnie duże wrażenie – bardzo aromatyczne i niewiele odstające od konkurenta (choć oczywiście w nieco innym stylu).

Z piątku warto na pewno jeszcze wspomnieć o piwie o chyba najlepszym stosunku ceny do jakości (bodajże 7zł za 0,5L). Mowa o trzymającej poziom Red AIPA z zielonogórskiego Hausta. Niestety niczego dobrego nie mogę powiedzieć o pitym pierwszy raz American Lagerze z tego samego browaru. Ot bardzo przeciętne i niezbyt dobrze uwarzone piwo.

Browar Haust

Na koniec jeszcze jedno pozytywne zaskoczenie – Browar Bracki. Fajnie, że dołączył do festiwalu. Jeszcze ciekawiej, że można było spróbować wszystkich specjałów, łącznie z Rauchbockiem z beczki (pewnie jedna z ostatnich okazji) oraz niefiltrowanym Porterem niemalże prosto z tanku (jedyne piwo festiwalu, którego wziąłem dolewkę).

Nie wiem, co mnie skusiło, ale na wynos wziąłem Kopernika z Browaru Amber. Piwo okazało się najgorszym piwem festiwalu w mojej ocenie. Klasyczny warzywniak. Można by szkolenia sensoryczne na nim opierać. Dodam, że w zeszłym roku miano to zdobyło inne piwo z browaru Amber – wyjątkowo wtedy nieudany Pszeniczniak. Szkoda, bo z browaru, na którym dawniej kształtowałem swój piwny gust, dobry poziom trzyma jeszcze tylko Grand Imperial Porter. Przykrość 🙁

Sobota

Sobotni poranek upłynął nam pod znakiem wykładów w ramach Wrocławskich Warsztatów Piwowarskich. Na pierwszym pt. „Czy enzymy naprawdę istnieją?” nadrobiłem lata zaniedbań chemii. Najważniejsza wiedza wyniesiona, to znaczenie poszczególnych enzymów i uzasadnienie pokusy używania obcych enzymów przez browary przemysłowe. W drugim wykładzie Marcin Chmielarz opowiadał o tajnikach poprawnej fermentacji. Niby wszystko znane, ale wiedza odświeżona, usystematyzowana i uzupełniona.

Marcin Chmielarz - Sekrety udanej fermentacji

Po godzinach nauki przyszedł czas na spotkanie piwowarów w lochach. Spotkanie ze starymi znajomymi, a także nawiązywanie nowych piwnych przyjaźni. Mnóstwo znakomitego piwa, którego poziom z roku na rok sukcesywnie rośnie. No i brak Browaru Szałpiw, który przeniósł się z kazamatów do świata żywych. Do tego świetna reprezentacja PSPD, z niemal całym zarządem na czele.

Po jakimś czasie do piwowarów dołączyła publiczność, która żywo zainteresowana piwowarstwem domowym i jego efektami, z ciekawością degustowała kolejne specjały. Piwa było tyle, że nie zabrakło go do końca, pomimo przeciągającego się spotkania.

Z piw, które szczególnie utkwiły mi w pamięci, należy wymienić świetne Wee Heavy od Marcina Chmielarza, Columbus bez chmielenia goryczkowego od Staśka (bardzo specyficzna goryczka), winne i cierpkie Piwo Dereniowe od ekipy PiwoHejt oraz chmielony miód, ale nie pamiętam już od kogo.

Piwowarzy w lochach

Sobotni wieczór, to czas ogłoszenia wyników konkursów. Dyplomy odebrali laureaci plebiscytu Piwo Roku 2012 zorganizowanego przez portal Browar.biz. Po tym nagrody wręczono piwowarom domowym konkurującym w dwóch stylach – pils niemiecki oraz stout (dowolny). Na koniec ogłoszono zwycięzców konkursu piwnych etykiet. Ten ostatni przyniósł mi osobiście wiele radości, bo II miejsce zajęła Ania z Browaru Stargardzkiego, a III mój kolega z pracy Dominik Grochowicki (Demon Brew).

Ostatnie sobotnie degustacje, to delikatne rozczarowanie debiutem Pracowni Piwa (obiecali szybką poprawę ;), a także niezły Mikkeller 19. Najlepsze wrażenie tego dnia sprawił Thornbridge Halcyon. Nie wiem czy to zimno czy zmęczenie, ale smakował mi tak lekko, jak by to był american pale ale. Lektura rzeczywistych parametrów wprawiła mnie w niezłe zaskoczenie.

Wspomnieć muszę jeszcze piwa z Browaru Widawa. Kangur niczego nie urywa, za to Miś co najmniej ciekawy. Fajny aromat, choć nie taki cytrusowy, jak go niektórzy opisują. Dobre wykonanie i zbalansowanie. Tak tak, to chyba pierwsze harmonijne piwo duetu Kopyra/Frączyk 😉

Niedziela

Niedziela to dzień powrotu do domu. Zanim jednak wyruszyliśmy w drogę, odwiedziliśmy leśnicki zamek po raz ostatni celem zakupu pamiątek. Nie będę się może o nich rozpisywać. Śledźcie mojego bloga, na pewno większość pojawi się na jego łamach.

Beerstock będę wspominać jeszcze długo. Mimo kapryśnej pogody, była to bardzo udana impreza.

A dlaczego w ogóle Beerstock? Za komentarz niech posłuży poniższe zdjęcie:

Beerstock