Piwolog radzi ...

Masz problem? Idź do piwologa!

Grodziskiego nie będzie!

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Piwo Grodziskie - Browar Artezan

Od jakiegoś czasu dużo się mówi wskrzeszaniu Piwa Grodziskiego, naszej chluby narodowej i tak naprawdę jedynego dobrze udokumentowanego stylu piwnego wywodzącego się z polskiej ziemi. Zapewne nie wszyscy wiedzą o czym mowa, więc postaram się w kilku słowach streścić temat dzisiejszego felietonu.

Piwo Grodziskie, jak sama nazwa mówi, wywodzi się z Grodziska Wielkopolskiego. Jego korzenie sięgają średniowiecza, ale swoją świetność piwo to osiągnęło tak naprawdę za czasów niemieckiego panowania nad tymi ziemiami. Stąd często spotykana i przez wielu (niesłusznie?) potępiana nazwa Grätzer.

Grodziskie było piwem pszenicznym (100% zasypu) ze słodu dymionego drewnem dębowym, bardzo lekkim (niecałe 8% ekstraktu, ok. 3% alkoholu) i orzeźwiającym. W czasach PRL podobno nie było traktowane jak alkohol, a raczej jak napój gaszący pragnienie w gorący dzień. Świadkowie raportują, że wyglądało jak szampan – klarowne, mocno musujące. Na tyle mocno nagazowane, że niektóre butelki potrafiły eksplodować przed spożyciem. Jeśli chodzi o poziom aromatu dymnego, to chyba brak jednoznacznej opinii na ten temat. 100% słodu dymionego powinno dać wyraźną intensywną wędzonkę. Tymczasem niektórzy świadkowie nie pamiętają, by Grodziskie w ogóle wędzone było. Ja sam piłem jedno piwo domowe na podobnym zasypie (dedykowany słód Weyermanna) i rzeczywiście wędzonka nie była w nim dominująca. Ekspertem w tym temacie jednak nie jestem, więc nie będę snuł dalszych wywodów.

Wracając do tematu, trzeba by uzasadnić tezę. Piwo Grodziskie „zmarło” na początku lat 90-tych. Przyczyna była prozaiczna, nadal niestety aktualna. Naród zachłysnął się jasnym pełnym, które dzięki technologii z zachodu w końcu zaprezentowało jakiś poziom. Miało do tego niezastąpioną zaletę, której nie miał „Grodzisz” – alkohol! Niby prostackie, ale to w obecnych czasach nadal najważniejszy parametr trunku zwanego powszechnie piwem.

I tu jest pies pogrzebany. Mimo wielkiego zapału, chęci i głosów zachwytu, w roku 2013 piwo Grodziskie ma pewnie mniejszą sprzedaż niż w roku 1992, gdy jeszcze działał browar w Grodzisku Wlkp. Dlaczego? Z tego samego powodu co dawniej. Piwo jest trudne i stosunkowo drogie w produkcji, zatem musi swoje kosztować. Rozumie to wykształcony i świadomy klient, nie rozumie tego ogół społeczeństwa. Miłośników Grodziskiego jest pewnie wielu. Ludzi gotowych zapłacić 8-10zł za kufel czy butelkę smacznego, ale nie urywającego czterech liter piwa można pewnie policzyć na palcach.

Dlatego właśnie Grodziskiego nie będzie! Pinta warzy je chyba raz do roku, prawdopodobnie w niewielkiej ilości. Bardziej z sentymentu (brawo!) niż dla zarobku. Artezan podjął próbę, ale właściciele/piwowarzy są mocno zniechęceni krzywdzącymi komentarzami odnośnie ceny detalicznej. Przeciętny konsument nie ma ochoty tyle płacić za Grodziskie, skoro w tej samej cenie można kupić znakomite Pacific Pale Ale z tego samego browaru. Trudno się temu dziwić.

Ostatnio głośno było o sukcesie Arkadiusza Wenty (1/3 AleBrowaru) w konkursie „Prawie jak Grodzisz„. Pojawiły się głosy, że obowiązkowo AleBrowar musi teraz wypuścić Grodzisza. Tylko po co? I dla kogo? I jaki tu sens ekonomiczny? Nie oszukujmy się. Browar to nie tylko hobby, ale też ciężka (często fizyczna) praca. Nikt tego nie będzie jej wykonywać za darmo. Nikt nam nie wyprodukuje Grodziskiego po 2zł za butelkę. PRL się skończył. Przykro mi, ale takie są realia.

Grodzisza nie będzie!

Choć mam nadzieję, że choć jeden z wymienionych browarów, choćby raz do roku, w okresie letnich upałów wypuści takie piwo. Niech to będzie produkt sezonowy, swoista alternatywa dla chemicznych radlerów. Niech trwa. W mikro skali, ale jednak! Prooooszę.

Na koniec, niejako przy okazji szybki test Piwa Grodziskiego z Browaru Artezan. Być może to ostatnia okazja, kiedy mogę spróbować tego piwa.

Grodziskie - Artezan

Piwo ma kolor słomkowy i jest dość mętne. Nie buzuje też jak dawny Grodzisz. Nie ma tu szampańskiej ferii bąbelków – wysycenie jest zaledwie średnie. Piana niezbyt wysoka, ale ładna, drobna, oblepiająca szkło.

Aromat jest wyraźny, ale nie nachalny. Dominuje tutaj szynkowa wędzoność podobna piw z Bambergu. Gdzieś daleko w tle nuta pszenna, chlebowa. W smaku lekko kwaskowate, a do głosu dochodzi kolejna porcja dymnych fenoli. Goryczka niska, ale dobrze zaznaczona.

Piwo jest dość wodniste, ale to normalne przy tych parametrach. Za to znakomicie gasi pragnienie i pobudza do kolejnego łyku. Pijalność na bardzo wysokim poziomie.

W sumie smaczne, lekkie piwko. Bardziej do napicia się, niż do degustacji. Może trochę odbiega od stylu, ale co z tego. Ja oceniam na 7/10.

10 Comments

  1. Nie zgadzam się z tym, że nie będzie, zbyt wiele szumu ostatnio w temacie, zbyt wiele pianym, że tak powiem i zbyt wiele miała by do stracenia Fortuna, gdyby nie reaktywowała browaru. Poza tym, piwo wcale nie jest zbyt drogie w produkcji. Weźmy pod uwagę ilość zasypu oraz chmielu, by zrobić piwo o 8 procentowym ekstrakcie.
    Pozdrawiam!

    • Dlatego pisałem, że koszt produkcji jest STOSUNKOWO drogi – w porównaniu do innych stylów. Surowce to tylko jeden aspekt. Jest jeszcze kwestia klarowania, użycia (propagacja, laboratorium) specyficznych drożdży. No i wolumen. Czym mniejsza skala (a skala będzie mała), tym droższy koszt jednostkowy. Niestety.

      Co do koniunktury, to jest niestety zmienna. Jest szał, jak jest premiera nowego piwa, lecz ile on trwa? Tydzień? Dwa? I co dalej?

    • No niestety, ale surowce to stosunkowo najmniej ważny składnik w cenie piwa. Licząc koszt surowców, to różnica w cenie między zwykłym Pacifikiem a Grodziskim będzie coś koło 0.50zł.
      Najwięcej kosztuje ludzka praca, energia + woda + ścieki i pazerność państwa w postaci akcyzy i VAT. Tego się nie da obejść (vide: browar w Zduńskiej Woli).

  2. http://www.portalspozywczy.pl/alkohole-uzywki/wiadomosci/browar-fortuna-inwestuje-w-grodzisku-i-miloslawiu,84904.html

    Grodziskiego nie będzie, przynajmniej w tym roku.
    Ale trzymam mocno kciuki, żeby Fortuna dała radę i nie spaprała sprawy.

  3. Grodziskie jest piwem, którego by się chętnie spożyło w gorący dzień w ilościach znacznie przekraczających jedną butelkę – nawet nie ze względu na alkohol. Wyobraźcie sobie dzień wolny, leżaczek w ogródku i JEDNĄ buteleczkę pysznego grodziskiego. Rozpłakać się można przed pierwszym łykiem. Pewnie stąd silny dyskomfort ze względu na cenę.

  4. ja tam oryginalne grodziskie. to jest idealne piwo na stadiony. lekkie, świetnie gasi pragnienie i nie ma za dużo procentów. pamiętem jak dla dowcipu wstrząsnąłem butelką, którą podałem wujowi. zostało trochę na dnie a ja przyjąłem liści, że prawie usiadłem

  5. Ja tam pamietam ze bylo jak szampan, ale smak mocno dymny, taki ze jak sie pilo za pierwszym razem i ktos nie wiedzial o tym to odrzucalo. Pozniej po wypiciu chcialo sie wpic kolejne, doskonale gasilo pragnienie i faktycznie raczej bylo traktowane jak napoj orzezwiajacy.Teraz mi tego brakuje, kazde piwo musi miec moc i im mocniejsze i tansze tym lepsze…no ale dla kogo ? Jest duzo grupa osob ktora szuka lekkiego piwa, czyli maks 4% alkoholu.Nie kazdy musi od razu poczuc ze wypil.

  6. Pinta robi dobrego grodzisza, ale Grodziskie to nie jest. Podałem 3 osobom ‚a la grodziskie’ , każda z tych osób doskonale pamięta smak Grodziskiego, bo piła je namiętnie i każda stwierdziła, że nawet nie jest blisko.

    To co rzemieślnicze browary robią źle, to przede wszystkim zmętnienie i totalny brak wysycenia – bez tych dwóch drobiazgów Grodziskiego nie będzie nawet jeśli smak będzie odwzorowany w 100%.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Piwolog radzi …

Theme by Anders NorenUp ↑