0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

PardalOVO Bezove

Dzisiaj trochę nietypowo, bo dałem się z własnej nieprzymuszonej woli skusić na napój aromatyzowany na bazie piwa. PardálOVO bezové to trunek rodem z czeskich Budziejowic, do którego dodano syrop z kwiatów bzu. Jakoś wcześniej nie miałem okazji próbować tak aromatyzowanego „piwa”, więc postanowiłem zaryzykować. Dzień mamy ekstremalnie upalny, więc taki pseudo-radler o zawartości alkoholu zaledwie 2% wydaje się sensownym wyborem.

Po lekturze składu, mina mi trochę zrzedła. Trunek składa się oczywiście z piwa i tu nie mam zastrzeżeń, bo jest jak należy. Do tej bazy dodano 6% syropu z kwiatów czarnego bzu, a w nim same smakołyki: cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, kwasek cytrynowy, cukier karmelizowany, guma arabska, itd. Jest też naturalny ekstrakt z kwiatów bzu, więc może nie umrę od razu. Czesi przynajmniej są szczerzy i nie nazywają tego piwem, tylko „mieszanym napojem z piwa”.

Psst.

Wygląd: słomkowy, cytrynowy kolor i bialutka puszysta piana, która okazuje bardzo ulotna.

Aromat: wyraźny aromat kwiatu bzu – naturalny i bardzo przyjemny. Zaraz pod nim czuć brzoskwinię. Trochę mnie to dziwi, bo jakoś nie zapamiętałem, by bzy pachniały brzoskwiniami. Niemniej zapach jest świetny – owocowo-kwiatowy.

Wsysycenie: wysokie, eurolagerowe. Z jednej strony orzeźwiające, a z drugiej nieco męczące.

Smak: najpierw trochę cukrowej słodyczy, ale szybko do głosu dochodzi nieciekawa kwaskowatość (kwasek cytrynowy) i … subtelna imbirowa pikantność. Przyznam, że tego ostatniego się nie spodziewałem. Całkiem ciekawe odczucie, choć po którymś łyku ustępuje i znika bezpowrotnie.

Odczucie w ustach: średnio pełne, ale raczej od cukru, niż od słodowości. Do tego gryzące i delikatnie pikantne. Mam mieszane uczucia. Niby jest orzeźwiające, ale ze względu na cukier i wysokie wysycenie dość szybko staje się męczące.

Wrażenie ogólne: PardálOVO bezové piwem na pewno nie jest i na szczęście nikt tego nie ukrywa. Nie jest też wprost nazywane radlerem i w sumie jest w tym jakaś racja, bo przecież radler to mieszanina piwa i lemoniady. Jest znośnym, ale szybko męczącym napojem na bazie piwa. O ile aromat mi się bardzo podoba, to już po pierwszym łyku wyłażą wszystkie wady – wysokie nagazowanie, cukier, kwasek cytrynowy. Gdyby zrobić podobne piwo bez chemii, to mogło by się okazać znakomite, a tak nie odbiega od chemicznego trendu, który znamy z polskiego rynku. Ja tego nie kupuję. Znaczy kupiłem raz i wystarczy 😉

Ocena: 3/10