Piwolog radzi ...

Masz problem? Idź do piwologa!

Wycieczka sentymentalna do roku 2009

5.00 avg. rating (93% score) - 3 votes

Popatrzyłem sobie dziś z nieco dalszej perspektywy na nasz rynek piwa i uświadomiłem sobie jak mamy dobrze – jak wiele zmieniło się od czasu, gdy odkryłem, że istnieje świat poza jasnym pełnym. Piszę to z punktu widzenia mieszczucha. Mieszkańcy małych miejscowości mogą mieć nadal powody do narzekań. Za to w dużych miastach dobrego piwa jest tyle, że wręcz nie sposób wszystkiego spróbować. Nawet nie trzeba jakoś mocno szukać.

Tymczasem w roku 2009 mój rodzinny Szczecin, choć małym miastem nie jest, był piwną pustynią. Na rynku wiało nudą. Monopol na sklepowe regały miały produkty czołowych koncernów, oferujących niemal wyłącznie jasne lagery. W niektórych marketach można było znaleźć jedną (jedną!) półkę z piwami importowanymi. Jak ktoś miał szczęście i czas, by jechać na drugi koniec miasta, mógł zakupić takie smakołyki jak Staropramen, Zlaty Bażant czy ciemne Krusovice, ewentualnie jakaś pszenica typu Paulaner czy Franziskaner. Tak tak, wówczas Paulaner był piwem trudno dostępnym, bardzo niszowym. Browary regionalne sprzedawały głównie „wokół komina”, w Szczecinie nawet najbliższego z nich – witnickiego – można było szukać ze świecą. To akurat było fajne, bo jadąc w Polskę można było popróbować lokalnych przysmaków. I tylko tak można je było w zasadzie zdobyć. Nie powiem, miało to swój urok.

Bosman Niepasteryzowany - nowość na miarę tamtych czasów.

Bosman Niepasteryzowany – nowość na miarę tamtych czasów.

To co zapamiętam chyba na zawsze, to pojawienie się Czarnkowa w jednej z Żabek. Dla mnie to był szok, że piwo może tak dobrze smakować. Noteckie Jasne i Eire Ciemne, to było naprawdę coś w tamtym czasie. Kupowało się na kartony i wypijało z wielkim smakiem. Prywatna inicjatywa ajenta okazała się takim hitem, że wkrótce wszystkie Żabki w Szczecinie i rejonie włączyły Czarnków do swojej oferty. Dzisiaj piwo z tego browaru można spotkać w Żabkach w całej Polsce. Więcej, oprócz Czarnkowa na półkach Żabek zagościły piwa z innych browarów regionalnych.

W 2009 roku nie było w Szczecinie żadnego specjalistycznego sklepu z piwem, podobnie było zapewne w innych miastach. Dopiero rok później otworzył się pierwszy – Elysium, który dzisiaj jest hurtownią zaopatrującą mniejsze sklepy i knajpy. Oprócz tego mamy co najmniej kilka innych sklepów specjalizujących się wyłącznie w piwie, a ciekawe piwa można spotkać także w zwykłych osiedlowcach. Więcej, piwne półki rozbudowały się mocno także w marketach – Real, Auchan, Tesco – tam naprawdę jest w czym wybierać.

W 2009 roku dowiedziałem się o piwowarstwie domowym. To było znakomite remedium na piwną nudę. Zanim popełniłem pierwszą warkę w listopadzie tegoż roku, długo i dogłębnie badałem temat. Na tyle dużo czytałem, że bez większych oporów zdecydowałem się od razu na zacieranie, czyli de facto najtrudniejszą z formę domowego warzenia. To był prawdziwy przełom. Od tego czasu przerobiłem wiele stylów piwnych i wykreowałem własne unikatowe receptury. Mam w domu piwo, jakiego nie można kupić. Mam możliwość uwarzenia takiego piwa, jakie sobie wymarzę. To bezcenne.

Od takiego zestawu zaczynałem przygodę z warzeniem.

Od takiego zestawu zaczynałem przygodę z warzeniem.

W 2009 roku nie było Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu, a Festiwal Birofilia w Żywcu był, jak sama nazwa mówi, głównie świętem birofilów. Do głosu dochodziło już wtedy piwowarstwo domowe, ale chyba pozostawało jeszcze w cieniu. Dzisiaj jest największym pod względem różnorodności oferty festiwalem piwa w kraju. Mamy też Wrocław, Cieszyn, Lubin, Poznań, a od tego roku również Festiwal Piw Rzemieślniczych w Annopolu (wielkopolskie). Pewnie jeszcze wiele mniejszych imprez, o których nie słyszałem, a które mogą mocniej zaistnieć w kolejnych latach.

Piwa Świata na Festiwalu Birofilia 2012

Piwa Świata na Festiwalu Birofilia 2012

W styczniu 2010 roku założyłem tego bloga. Pierwszy króciutki wpis tak dobitnie obrazuje tamten czas, że zacytuję go w całości:

Dlaczego piwo domowe? Bo browary przemysłowe nie oferują nic ciekawego. Niemal wszystkie piwa smakują tak samo, na dodatek smak ich jest daleki od ideału. Trudno o piwo inne niż klasyczny pils. Na polskim rynku piwnym panuje po prostu nuda i rutyna. Jest wprawdzie kilka browarów „niezależnych” produkujących zacne trunki (Czarnków, Ciechanów), ale ich oferta jest ograniczona i trudno dostępna. Dlatego pewnego dnia zdecydowałem, że spróbuję uwarzyć coś samemu. Dzięki temu będę mógł pić takie piwo jakie lubię i na jakie mam aktualnie ochotę. Piwo smaczne, niepasteryzowane, uwarzone z naturalnych składników.

Dzisiaj mamy wybór. Mnożą się sklepy, puby i browary oferujące dobre piwo. Bez problemu możemy spróbować wielu piwnych stylów, co nie było możliwe jeszcze kilka lat temu. Rocznie pojawia się kilkadziesiąt premierowych piw. Trzeba być naprawdę wytrwałym, by spróbować ich wszystkich. Więcej – podążanie za wszystkimi nowościami może być wkrótce poważnym zagrożeniem dla wątroby.

Nawet koncerny, na które tak wszyscy narzekają, oferują więcej niż kilka lat temu. Cała gama piw niepasteryzowanych i radlerów, Brackie Mastne, powrót okocimskiego Porteru (a ma niedługo ma się pojawić jeszcze ulepszona wersja), pojawienie się serii Książęce, czy okocimskich specjalności, to efekty ożywienia rynku. Może jakość nie zabija, ale w końcu mamy jakiś wybór. Do tego nastąpił masowy import takich marek jak Guinness, Paulaner, Pilsner Urquell, które można dostać niemal w każdym sklepie czy pubie. Do niedawna można było o tym jedynie pomarzyć.

Dobrym wskaźnikiem zmian na rynku jest moja piwna lodówka. Kiedy kupiłem ją jakieś dwa lata temu, zapełniła się domowym piwem. Z czasem zaczęły do niej też trafiać różne okazy przywożone z piwnych wycieczek i festiwali. Dzisiaj chyba już sporo ponad połowę dwumetrowej witryny zajmują piwa kupne, w sumie dziesiątki butelek z wyśmienitym piwem. W 2009 roku nie miałbym nawet czym zapełnić jednej półki.

Jedyny minus obecnego stanu rzeczy, to że piwowarstwo domowe nie jest już tak atrakcyjne jak dawniej. Nic w tym dziwnego – sytemu chce się po prostu mniej. Nie ma jednak powodów do zmartwień. Ruch piwowarów domowych nie słabnie, pojawia się coraz więcej ciekawych inicjatyw. Do tego niektórzy profesjonalizują się, otwierając własne mikrobrowary lub podejmując pracę piwowara profesjonalnego.

Jak mi ktoś powie, że w Polsce jest źle i nic się nie dzieje, to wydrukuję ten tekst i dam mu nim po mordzie! Kilka lat temu można było mieć powody do niezadowolenia, ale na pewno nie dzisiaj.

Zaprawdę doczekaliśmy ciekawych czasów.

2 Comments

  1. Nie wiem jak w Szczecinie, ale w Krakowie, kiedy zaczynałem przygodę z piwem było sporo zagranicznych piw (2002 rok). Jasne, że nie robiły szału, ale też nie było tak źle. Zwłaszcza gdy w 2005 roku pojawiła się Smocza Głowa i Browar Stary Kraków. Piwowarstwo domowe było (wtedy) i będzie atrakcyjne. Choćby z tego powodu, że każde piwo jest do zrobienia. I nie kosztuje tyle ile najbardziej znane klasyki w sklepie. Daje poza tym satysfakcję z tego, że robi się to samemu.
    Ja chciałbym odbyć wycieczkę w 2005 rok…

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 Piwolog radzi …

Theme by Anders NorenUp ↑