Piwolog radzi ...

Masz problem? Idź do piwologa!

Tyskie z tanka

4.00 avg. rating (80% score) - 3 votes
Uwarzone dzień przed otwarciem? Really?

Uwarzone dzień przed otwarciem? Really?

Dzisiaj schodzę trochę na ziemię i napiszę o tym co modne i dostępne dla przeciętnego człowieka. Choć może bardziej dla statystycznego mieszkańca dużego miasta. Na przykładzie Tyskiego postaram się wam wytłumaczyć czym jest piwo z tanka i jak wygląda technologia. Będzie też oczywiście o tym czy piwo z tanka jest lepsze od piwa z beczki.

Zacznijmy od historii. Sam pomysł wcale nie jest nowy. W latach 60-tych i 70-tych piwo z tanka było dość powszechne w pubach w Wielkiej Brytanii. Oczywiście wyszynk i przechowywanie wyglądało nieco inaczej. Piwo z tanka nie miało wówczas dobrej sławy. Ostatecznie ten sposób wyszynku został wyparty przez mniejsze, nowoczesne kegi i beczki. Wiadomo, wszystko co nowe jest lepsze. Dzisiaj historia próbuje zatoczyć koło.

Tanki nowego typu, choć wyglądają podobnie, to różnią się od dawnych dość znacznie. Technologia opracowana przez holenderską firmę Duo Tank jest nieźle przemyślana. Co najważniejsze, jest to rozwiązanie kompleksowe. Na spójny system składa się wszystko co znajduje się pomiędzy browarem a kranem wyszynkowym – od cystern do przewożenia piwa, poprzez tytułowe tanki, po cały osprzęt.

Po co w ogóle tak kombinować? Powodów jest co najmniej kilka, ale najważniejszym jest efekt marketingowy. Koncerny od lat serwują nam nijakie piwa, które są do złudzenia do siebie podobne, a różnią się w zasadzie tylko etykietami. Zatem, by się wyróżnić, podejmują się różnych sztuczek. Reklamę w TV potrafi zrobić każdy duży gracz. Mają kasę na to, by zrobić fajny spot i puszczać go w godzinach oglądalności. Tylko, że to robi już każdy. Co zatem zrobić by się wyróżnić? Piwo z tanka – proste! Świeże, naturalne, prosto z browaru – to się po prostu musi sprzedać. Kompania Piwowarska dotąd nie miała w ofercie piwa niepasteryzowanego. Ciężko byłoby jej obecnie konkurować na przykład z popularnym Kasztelanem, który zagarnął większość niepasteryzowanego tortu. Piwo z tanka jest sposobem na wejście w ten segment i wyróżnienie się. Widać zasada „wyróżnij się albo zgiń” jest ciągle żywa.

Co poza tym? Na pewno większy zysk i mniejsze straty. Piwo do lokali trafia w cysternach bezpośrednio z browaru. Dla browaru to być może jakaś oszczędność, bo nie trzeba butelkować czy beczkować. Oszczędza się zatem czas, energię, chemię i miejsce na magazynowanie. Lokal i browar zyskują również, bo omija się pośredników. Można się zatem podzielić ich marżą. W końcu przy zmianie beczek też są straty, bo pierwsze piwo się zwykle pieni, a jakaś resztka w beczce zwykle zostaje na koniec. Jeden tank to odpowiednik 10 dużych 50-litrowych beczek lub niemal 17 mniejszych 30-litrowych. Jeśli na każdej beczce zaoszczędzi się 2 piwa, to mamy 20 piw za powiedzmy 8zł każde. Po zsumowaniu robi się z tego wymierny pieniądz.

Zyskuje też konsument. Piwo jest świeże, niepasteryzowane i łatwo zadbać o jego jakość. W przypadku piwa beczkowego nie jest zbyt różowo. Kegi często są transportowane i magazynowane byle jak, w nieoptymalnych warunkach. Latem są często narażone na bardzo wysoką temperaturę. Browary starają się i nad tym panować, ale jest to trudne, często wręcz niemożliwe. W przypadku tanków transport odbywa się w chłodzonych cysternach, a czuwają nad nim przeszkoleni pracownicy browaru. Wszystko pod pełną kontrolą. To trzeba pochwalić.

A jak to w ogóle działa? Technologia jest prosta i genialna jednocześnie. W lokalu instalowane są tanki o pojemności 500L. Oczywiście nie każdy lokal sprzeda tyle piwa, więc oferta jest kierowana tylko do wybranych. Tank nie jest zwykłym zbiornikiem, choć na taki z zewnątrz ma wyglądać. W rzeczywistości jest tylko opakowaniem. W środku znajduje się izolacja i wężownica, przez którą przepływa czynnik chłodzący, zapewniając piwu optymalną(?) temperaturę. Samo piwo nie ma kontaktu ze zbiornikiem, bo znajduje się w worku. Tak, w plastikowym worku, który dość dobrze widać, jeśli zajrzy się przez okienko tanka. To rozwiązanie ma co najmniej kilka zalet. Po pierwsze higiena. Worek jest jednorazowy, odpada zatem kłopot z czyszczeniem zbiornika. Upraszcza się też sama konstrukcja tanka, który od wewnątrz nie musi być przystosowany do kontaktu z piwem. Po drugie nie potrzeba dwutlenku węgla do wypychania piwa. Piwo jest wypychane zwykłym powietrzem. Dzięki workowi nie ma z nim kontaktu. Nie ma zatem ryzyka utlenienia czy złapania jakiegoś bakcyla z powietrza. Tanio i pewnie.

Źródło: http://www.noltychy.pl/10,9,2712,Tyskie_Tanki_juz_w_Tychach_smak_piwa_prosto_z_browaru,artykul.html

Źródło: http://www.noltychy.pl/10,9,2712,Tyskie_Tanki_juz_w_Tychach_smak_piwa_prosto_z_browaru,artykul.html

Na uwagę zasługuje też fakt, że piwo jest chłodzone aż do samego kranu. Węże i kolumny wyszynkowe są przez cały czas traktowane czynnikiem chłodzącym, więc nie ma strat. Już pierwsze nalane danego dnia piwo jest gotowe do spożycia. W „tradycyjnych” instalacjach czasem też spotyka się takie rozwiązania, ale nie jest to zasadą. Dzięki kompleksowemu chłodzeniu odpada częściowo problem czyszczenia instalacji. Codzienny serwis sprowadza się w zasadzie do czyszczenia samego kranu. Oczywiście co jakiś czas należy umyć całą instalację, ale można to robić dużo rzadziej bez szkody dla piwa.

No i w końcu kilka słów jak smakuje takie piwo. Miłośnikiem Tyskiego nie jestem, więc zachwytów z mojej strony nie będzie. Piwo jest być może nieco lepsze od butelkowego czy zwykłego z beczki, ale jest to różnica subtelna. Wydaje się nieco pełniejsze i na pewno jest mniej nagazowane, co jest dla mnie sporą zaletą. Nadal jest to jednak ten sam wyprany ze smaku lager. Mi się udało wypić litrowy kufel bez większego obrzydzenia, więc nie jest źle. Dobrze niestety też nie jest. Jest po prostu nijako – całe Tyskie.

Na pocieszenie mamy pewną gwarancję jakości, co nie zawsze ma miejsce przy piwie z kega. Oczywiście wiele knajp dba o czystość i świeżość piwa, ale są też niechlubne wyjątki. Stąd to samo piwo w dwóch lokalach potrafi smakować zupełnie inaczej. Piwo z tanka ma 14-dniowy okres przydatności od otwarcia tanka i 30-dniowy od momentu napełnienia. To browar dba o to by terminy były dotrzymane. Jest to jakaś gwarancja świeżości.

Żeby nie było, że technologia ma same zalety, to jeszcze kilka słów o wadach jakie w niej widzę. Po pierwsze jest pewne ryzyko, że piwo będzie jednak serwowane nieświeże. Terminy, terminami, ale człowiek jednak z natury pazerny jest i może kombinować. Po drugie piwo z tanka ogranicza nieco konkurencję. Obawiam się trochę o hipermarketyzację pubów. Tak jak w handlu małe sklepy straciły klientów, gdy otworzyły się sklepy wielkopowierzchniowe, tak teraz ten trend może zostać przeniesiony na puby. Fajnie, że piwo świeże, ale przesiadywanie w głośnych knajpach-molochach dalekie jest od atmosfery relaksu.

Gdzie spotkać piwo z tanka? Szukać należy w dużych miastach. Pierwotnie wprowadzane było w południowej Polsce i dystrybuowane z tyskiego browaru. Obecnie można je spotkać w całym kraju. W moim rodzinny Szczecinie już dwa lokale serwują piwo w ten sposób. Duże miasta to logiczny wybór, bo popyt musi być na odpowiednim poziomie. Z drugiej strony warto się jednak rozejrzeć z alternatywą. Umówmy się, Tyskie z tanka, to nie jest ambrozja i jeśli liczy się dla ciebie coś więcej niż tylko procenty, to w każdym większym mieście powinieneś znaleźć dla siebie coś odpowiedniejszego.

Plany KP wobec tej technologii zdają się być ambitne. Tyskie z tanka będzie się pojawiać w kolejnych lokalach, a już po nowym roku wchodzi do tanków także Pilsner Urquell, który będzie w cysternach przyjeżdżać z samego Pilzna. Wiadomość to i dobra i zła. Pilsner jest piwem niezłym, lecz pity z tanka w Pradze wrażenia większego na mnie nie zrobił. Więcej, wydawał mi się płytszy w smaku od tego z butelki. Jeśli będzie miał uczciwą cenę, to się pewnie czasem skuszę. Patrząc jednak na premiumizację tej marki, spodziewałbym się kwot w okolicy 10zł za półlitrowy kufel, co zrówna Pilsnera z piwami z polskich browarów rzemieślniczych. Jeśli jest wybór, to jest on raczej prosty. Jeśli nie ma – piwo z tanka może okazać się niezłą alternatywą.

Na koniec dodam, że piwo z tanka nie jest domeną wyłącznie wielkich browarów przemysłowych. W Londynie można się na przykład napić tankowego piwa z browaru Meantime, który jest jednym motorów napędowych piwnej rewolucji na wyspach. Kto wie, może doczekamy się Pinty czy innego AleBrowaru serwowanego z tanka. Patrząc na rosnące zapotrzebowanie na piwa z tych i innych alternatywnych warzelni, wydaje się to całkiem realne. Jeśli nie dzisiaj, to jutro.

Próbowaliście tankowego Tyskiego? Jak wrażenia?

12 Comments

  1. Żona pracowała w knajpie we Wrocławiu co jako pierwsza zainstalowała sobie tanka, (nie będę wymieniał z nazwy bar na Kazimierza) zaprawdę niczym się nie różnią od zwykłego tyskiego, lepszy marketing. Z baru niestety zrobił się bar super szybkiej obsługi, czynny 24h klient miał tam przyjść wypić piwo, zjeść wypić drugie piwo i wyjść. Od szefów miała narzucone to, że obsługa jednego klienta od jego wejścia ma trwać nie więcej niż 4 minuty w tym nalanie piwa i skasowanie go, wydanie dania w ciągu 10 minut, tak aby w ciągu 20 minut wychodził już albo zamawiał następne piwa. Atmosfera poganiania i nastawienia na zysk mi nie odpowiadała, do tego zrobiło się tak nie fajnie tam, że Żona zrezygnowała z pracy (po części dostała lepszą ofertę), a rotacja pracowników jest przeogromna bo nikt nie wytrzymuje presji nastawionej głównie na zysk. Na jedzenie nie narzekam, piwo w cenie 6 zł za 0,4 już bardziej. Pomysł dobry, technologia też natomiast piwo już nie i wykonanie gorsze 🙂 Tanki są dla przeciętnego konsumenta, nie myślącego i szukającego jakiś dobrych piw, a firma która je ustawia jest tylko i wyłącznie nastawiona na zysk i jak największą sprzedaż. Co do technologii ta firma holenderska co opracowała ten system nie wprowadza teraz na rynek Keykegów? Może się mylę, ale też są one opracowane w ten sam sposób na zasadzie worków, mówił o tym jakiś tam bloger chyba T.K….

  2. public_enemy

    05/11/2013 at 10:06

    jeśli ktoś ma jeszcze jakieś złudzenia że koncerny chcą dostarczać konsumentom wysokiej jakości produkt, to proponuję kupić większy młotek i wybić sobie to z głowy.
    Takie rzeczy to oni sobie mogą wpisywać do tak zwanej „misji”, ale ich głównym zadaniem jest maksymalizacja zysku. Jak im sprzedaż zacznie spadać to nie zaczną robić lepszego piwa, tylko zaczną robić bardziej agresywny marketing, obniżą ceny i koszta produkcji jednocześnie pogarszając jakość. Może za jakiś czas kupią jakiś mały browar i tam zaczną robić lepsze piwo, ale to będzie tylko i wyłącznie PR (tak jak teraz każda firma jest „ekologiczna” ale tylko i wyłącznie dlatego że im się to opłaca, a nie z pobudek ideologicznych).

    • Zależy jak na to patrzeć. Koncerny produkują tanio, to fakt. Zauważ, że każdy utrzymuje jednak labolatorioum i sztab ludzi wyszkolonych sensorycznie, żeby to tanie piwo trzymało jednak jakąś jakość. Często po wypuszczeniu piwa z browaru nie dbają o to co się z nim dalej dzieje. Czasem jednak dbają. Takie są fakty. Z drugiej strony nikt nie psioczy na browary regionalne, które wypuszczają piwa z ewidentnymi wadami i tłumaczą się jeszcze głupio, że regionalne musi smakować metalem czy innym masłem.

  3. Tyskie z tanka-dziękuję ale nie. Samo Tyskie mi nie odpowiada- bezsmakowe nic. Niestety bywając na różnych targach branżowych najczęściej z kija jest Tyskie-tak więc pomimo ze w du..się poprzewracało-wiem jak to smakuje. Samo ze z tanka -nic nie zmieni. Gdyby z tanka było niefiltrowane było inne-o głębszym nachmieleniu-to by dużo dało-ale znów -ile jest osób chcących piwo mocno chmielone- patrząc na rewolucję piwna-sporo-ale patrząc na ogół populacji-pewnie promil.
    Dla mnie kolejna ciekawa inicjatywa -która niewiele wnosi. Ma natomiast duży efekt przywiązania do marki.
    Ostatnio dostałem kilka „dobrych” piw-w podziękowaniu. Tyle że „dobre” to własnie było Tyskie, Żywiec, Okocim, Haineken. Podziękowałem i wypiłem -przeciez te piwa nie są złe -w sensie zepsute-one sa tylko mało smakowe. Ale tego właśnie oczekuje jeszcze konsument.
    javiki

    • Nie można ująć piwu z tanka jego korzyści zdrowotne – jest po prostu zdrowsze od piwa butelkowanego (prawie każdego) lub puszkowanego. Tylko mikrobrowary oraz domowi browarnicy tutaj mogą konkurować. Co się tyczy smaku – po prostu polski konsument nienawidzi gorzkich piw a tank czy piwo się musi sprzedać. A po trzecie – chmielowa gorycz jest niezdrowa a wypijając piwo wyżej na skali IBU (powiedzmy 60) przyjmujemy 4x więcej gorzkich substancji niż z jakiegoś tam Lecha czy Żubra (brrr).

      • Ooo, chmielowa gorycz jest niezdrowa? A skąd takie informacje?
        Proszę o podanie źródła, chętnie się zapoznam.

        A co do pierwszego zdania, to piwo z tanka jest filtrowane tak samo jak każde inne piwo koncernowe, więc tych „korzyści zdrowotnych” bym nie przeceniał 😉

  4. Lokalne browary….są lepsze…? a kto tak mówi… ludzie którym wydaje się że lokalne browary serwują piwa robione tylko i wyłącznie z naturalnych składników są po prostu sa w błędzie… OGROMNYM…. to własnie jest ich marketing, który zreszta działa fantastycznie. A prawda jest taka że małe browary np:
    a. dodają, zabronione w duzych firmach, barwniki aby uzyskać efekt ciemnego piwa : np. Browar Czarnków Noteckie ciemne
    b. higiena w tych browarach woła o pomstę do nieba ( swoja drogą jestem ciekaw ile taki lokalny SANEPID bierze w łapę za „kontrolę” )
    c. brak powtarzalności smaku ( byłoby to zaletą gdyby nie fakt że wynika to z błędów browarników)
    PODSUMOWANIE: Piwo z małych browarów jest lepsze tylko MARKETINGOWO !!!

    • Dobrze powiedziane. Nawet marketingowo nie są lepsze. Korzystają po prostu z famy, że to co regionalne jest lepsze. Do marketingu mało kto się przykłada.

    • Ja tam browarnikiem nie jestem ale
      ad a.) – nie widzę sensu w dodawaniu barwników -jesli nawet niewielka dawka odpowiedniego słodu robi piwo czarne jak noc
      ad b) – poczytaj czasami ile problemów maja domowi browarnicy wynikających z niewielkich nawet zaniedbań
      ad c) jeśli masz nieduże warki (0,5-2 tyś litrów) i kolejne warzysz po jakimś czasie-nie da się mieć idealnej powtarzalności.
      Trzeba umieć odróżnić browar rzemieślniczy który chce coś zrobić -patrz Widawa, Artezan, Pinta -od browaru knajpowego który chce miec tylko własne piwo. Jeśli chodzi o Noteckie-to akurat mnie nigdy nie smakowało. Zawsze wolałem wziąć Miłosława -dawniej Smoki 🙂
      javiki

      • Ad. 1. Prawda.
        Ad. 2. PRAWDA!! Sam warzę domowe piwo, wiem o czym kolega pisze. Byle łyżka niedomyta i problem gotowy.
        Ad. 3. Mowa o setkach litrów – a co w wypadku 30-40 jak to ma miejsce w piwie domowym? 1 stopień podczas warzenia w górę lub w dół i już zupełnie inny smak. Że o wodzie nie wspomnę.

        Tym niemniej pozdrawiam domowych browarników i smakoszy piwa.
        Tomasz

  5. skromny biedny gość

    26/08/2017 at 13:12

    Podpisuję się czterema kończynami za tankami, a w nich tylko świeże, niepasteryzowane, niefiltrowane, dobrze zrobione piwo. Trochę bywam w Czechach i stwierdzam że jesteśmy 100 lat z nimi i nie pomagają nam wcale tu tzw browary rzemieślnicze wręcz często przeszkadzają bowiem przyzwyczajają ludzi do mocnych smaków IPA, porterów bałtyckich i ciągle mnożonych „piwnych wynalazków” które z dobrym normalnym piwem nic wspólnego nie mają. Wspomniane mocne smaki „smakują dobrze” pite w butelkach, w średnio zadbanych kegach w zapyziałych multitapach i generalnie przyczyniają się do jeszcze mniejszego pojęcia o dobrym piwie wśród ludzi, którzy jakby nie patrzeć uważają się za piwną elitę w kraju.

    Wracając do Czech i wspomnianego w artykule Pilsnera z tanka- mimo że to tamtejszy koncerniak to Pilsner Urquell ma ścisłe wytyczne postępowania z piwem. Mimo to jednak piwo to potrafi smakować skrajnie różnie w różnych hospodach – czemu? bo wchodzi czynnik ludzki. Najważniejsze jest dbanie o czystość, właściwe przechowywanie i podanie, całe szczęście że nakazane są ścisłe regóły i kultura piwna jest na wysokim poziomie ale nawet w tych warunkach różnice bywają ogromne. Faktem jest że najświeższe, idealnie czyste, idealnie transportowane i przechowywane (najlepiej jakby transport i przechowywanie całkiem wyeliminować) a na końcu umiejętnie podane piwo jest po prostu najsmaczniejsze. Piłem w czechach w powiedzmy 10 na 200 miejscach tak perfekcyjnie zadbanego koncernowego Pilsnera, piłem Kozela i były znakomite. Wspomnę że bardzo istotnym czynnikiem napędzającym tą jakość nie samego piwa, ale nazwijmy to jakością kultury piwnej byli sami konsumenci którzy wypijali w takich miejscach po kilka ( i więcej, a na drugi dzień bez kaca!!!!) piw dziennie i głośno piętnowali jakiekolwiek odstępstwa od jakości! Nie dziwne chyba że byli to doświadczeni miejscowi wyjadacze bo dla większości Czechów turyści to jednorazowe głupki którym jednorazowo można wcisnąć cokolwiek. Po tym doświadczeniu przerażony jestem że większość branży browarniczej i puby za takich głupków ma wszystkich nas, z drugiej strony wcale mnie to nie dziwi bowiem od sami od siebie nic nie wymagamy, pijemy jak leci i co leci byle leciało, a jak się zapcha to się przetka, a na koniec nadmiar piany strzepnie do zlewu!

    Wyobraźcie sobie teraz jak może smakować doświadczony BROWAR RESTAURACYJNY uwarzony tradycyjnie i bez kompromisowo skoro przy zachowaniu największej kultury piwnej tak dobrze smakować może Czeski koncerniak 🙂
    Nie dziwi mnie że Czesi w zadbanym lokalu na prowincji sprzedając piwo po max 3-4zł zarabiają na nim dziennie kilkadziesiąt razy więcej niż nasze pożal się boże knajpy z piwem po 10-15zł w centum dużych miast. Nie dziwi mnie też że w Czechach butelkowe piwo piją tam głownie leniwe żule, albo ludzie tylko bez dostępu do niczego (o ile to w ogóle możliwe), kiedy u nas butelkowe jest zwyczajnie bezpieczniejsze od lanego…

    Nie wiem czy kiedykolwiek w Polsce będziemy mieli to o czym piszę, na pewno nie będziemy mogli się oprzeć na kilkusetletnim doświadczeniu bo to zostało zaprzepaszczone już dawno i nadal będzie 10,000 przypadkowych niedoświadczonych piw rzemieślniczych, o głupich nazwach i jeszcze głupszych proporcjach, sprzedawanych w butelkach. Oraz duże koncerny „karmiące” bezwiedne masy.

    Podsumowując nauczmy się jej a potem WALCZMY O TĄ KULTURĘ PIWNĄ i w naszym kraju, a dowiemy się co to jest prawdziwe dobre piwo!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Piwolog radzi …

Theme by Anders NorenUp ↑