Piwolog radzi ...

Masz problem? Idź do piwologa!

Artezan Chateau + Bonus

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Artezan Chateau

Sour is new hoppy – takie hasło od jakiegoś czasu lobbują znudzeni już trochę chmielem Amerykanie. Nasi piwowarzy zawstydzili tych zza wielkiej wody i już na starcie swojego profesjonalnego biznesu wzięli się za kwaśne eksperymenty. Mowa o Browarze Artezan, który tuż przed Nowym Rokiem wypuścił drugą partię swojego Chateau, czyli flandryjskiego czerwonego ale, tym razem leżakowanego w beczkach po winie Bordeaux.

Flanders Red Ale – Lokalne piwo Zachodniej Flandrii, określone przez produkty browaru Rodenbach powstałego w 1820 w Zachodniej Flandrii(…). Piwo dojrzewa do dwóch lat, często w ogromnych dębowych beczkach, które zawierają bakterie niezbędne dla nadania piwu kwaskowatości. (źr. piwo.org)

Piwo po przejściach, gdyż mili ludzie z sanepidu dostali palpitacji, gdy zobaczyli drewniane beczki w „czystej” części browaru. Na szczęście dla nas udało się je uratować i trafiło do reglamentowanej (a jakże!) sprzedaży. Nie dość, że dotarło tylko do wybranych miejsc i to w ograniczonej ilości, to cena niejedną osobę może przyprawić co najmniej o zawrót głowy. Mi przyszło zapłacić 25zł za półlitrową butlkę, ale doszły mnie słuchy, że w innych miejscach kraju osiągnęło 30zł. Tym samym pobiło chyba rekord cenowy w kategorii „piwo polskie”.

Czemu tak drogo? Kto robił piwa kwaśne ten wie, a kto nie miał do czynienia – musi się zapoznać z tajnikami produkcji. Słowem kluczowym jest czas. Trunki tego typu muszą długo dojrzewać. Znaczy to tyle, że blokujemy sobie moce produkcyjne, bo gdzieś musi ono przecież leżakować. Czas, skala, złożoność – to musi wpływać na cenę. Czy jest warte tej kwoty? Jest! To jest trunek celebracyjny i niech tak będzie traktowany. To szczyt kunsztu piwowarów i powinien być wyceniany jak produkt luksusowy. Oczywiście, da się żłopać na potęgę, ale nie o to tu chodzi. Drogie whisky też można zmieszać z pepsi i nawalić się w trupa, ale przecież nie tędy droga.

Ekstrakt: 17%
Alkohol: 7%
Skład: woda, słody jęczmienne, pszenica, chmiel, drożdże

Piwo fermentowane drożdżami pozyskanymi z belgijskiego klasztoru w Westmalle i dojrzewające w dębowych beczkach po winie Bordeaux. Kwaskowe w smaku i pełne owocowych aromatów. Spożywać w temperaturze 10-13 stopni C.

Kolor to dość ciemny brąz, a nawet ze względu na lekkie zmętnienie – brunatny. Pod światło widać całkiem eleganckie miedziane i rubinowe refleksy. Piana kremowa w konsystencji – nie powala obfitością, ale jak na ten styl to trzyma się dzielnie w zredukowanej formie.

Aromat początkowo przede wszystkim winny, ale po oswojeniu się ujawniają się inne niuanse – świeże czerwone porzeczki, a także wiśnie i ciemne winogrona. Jest też, trochę nietypowo dla tego stylu, zapach końskiej derki. W tle obecna nuta karmelowa, która elegancko zaokrągla całość.

W smaku cierpko-kwaśne, bardzo wytrawne, ale na pewno nie „cienkie”. Czuć delikatny posmak beczki. Kojarzy mi się trochę jak skrzyżowanie domowego wina z porzeczek i mocno taninowego wytrawnego wina. Tu nie jestem specjalistą, ale pierwsze skojarzenie miałem z czerwonymi winami mołdawskimi. No i do tego bąbelki. Trzeba przyznać, że jest to unikalne i ciekawe połączenie. W ustach jest ściągające, szorstkie w odbiorze, ale przyznam, że to mi bardzo odpowiada. Jeśli już muszę sięgnąć po wino, to właśnie takie mocno taninowe czerwone odpowiadają mi najbardziej.

Artezan Chateau

Słyszałem różne głosy o tym piwie – od umiarkowanego zachwytu, po totalne rozczarowanie. Mnie Chateau zaskoczyło bardzo pozytywnie. Wiedziałem, czego można się spodziewać, ale kilka rzeczy mnie tutaj zaskoczyło in plus. Po pierwsze nie spodziewałem się konia. Myślałem zawsze, że to atrybut lambika, a tu niespodzianka. Może to niezgodne z opisami BJCP, ale zdecydowanie jest tutaj duch craft 😉 Oprócz tego beczka, która tutaj dodała ostatniego szlifu. Drewno jest wyczuwalne, ale się nie narzuca. Dodaje kolejnego wymiaru, sprawiając, że piwo jest jeszcze bardziej złożone. W to mi graj.

Artezan Chateau

Co mi się zawsze w piwie najbardziej podoba to pomysł i harmonia. Tu oba słowa mają całkowite pokrycie. Mam świadomość, że przy piwach dzikich zawsze jest odrobina hazardu, ale tu najwidoczniej Artezan wygrał. Inna sprawa, że to trunek dla świadomych, zaawansowanych kwasożłopów (czyt. Acid Drinkers). Jeśli nie lubisz agresywnych, intensywnych smaków i zapachów, to szkoda kasy. Jeśli lubisz kwaśne i nie straszne ci żadne wyzwania – Chateau jest zdecydowanie dla ciebie (o ile uda ci się je upolować).

Moja ocena: 9/10

No i obiecany BONUS:

Domowy Flanders od Jacka Materskiego

Jacek Materski, Flanders Red Ale

To piwo otrzymałem od Jacka Materskiego, jednego z właścicieli i piwowarów Artezana, podczas Birofilii w Żywcu. Przeleżało zatem ponad pół roku w garażu i nawet trochę o nim zapomniałem. Dopiero premiera Chateau przypomniała mi o nim. Jak już rozpocząłem wieczór na kwaśno, to postanowiłem dokończyć go także w takiej formie. Zatem zobaczmy jak pierwowzór wypada w porównaniu z komercyjnym wypustem.

Już na wstępie jest problem. Piwo wygląda dużo lepiej. Po pierwsze barwa jest czerwona, piwo jest krystalicznie klarowne o kasztanowym odcieniu, który pod światło błyszczy piękną głęboką czerwienią. Piana podobna i tak samo trwała.

Aromat także winny z nutą sherry, ale nie tak agresywny i ostry. Jest porzeczka, ale też karmelowa słodkość. Z owoców oczywiście porzeczka, a także słodka wiśnia, nawet odrobina wiśni w czekoladzie (skąd?). Jest troszkę konia, ale nie narzuca się w takim stopniu jak w Chateau. Obecny jest także specyficzny „dziki” fenol, podobny zupełnie do niczego. Taki wiejski, ale raczej w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W smaku dominuje kwaśność i pestkowa cierpkość. Nie jest jednak aż tak bogate i złożone jak egzemplarz komercyjny.

Nagazowanie podobne – stosunkowo wysokie – i tutaj jak najbardziej pasuje. Są taniny, jest specyficzna szorstkość. Podobnie, ale jednak nie to samo. Chyba jeszcze bardziej wytrawne. Ekstremalnie wytrawne.

Sumarycznie trunek smaczny i udany. Mniej złożony od Chateau, ale to wcale nie musi być wada. Zadziwia mnie tutaj specyficzny pestkowy posmak. Zupełnie jak by się w tym piwie moczyły pestki czy też całe owoce, a jestem przekonany, że jednak tak nie było. To jest właśnie piękne w piwach flandryjskich, że dają mocne skojarzenia z owocami, a przy ich warzeniu owoców generalnie się nie używa. Warto spróbować. Zdecydowanie! Znaczy flandersów, a nie piwa od Jacka, bo tego pewnie już nikt nie ma.

Moja ocena: 8.5/10

P.S. Jeśli nie lubisz wytrawnych win, to piwa typu flandryjskiego nie są dla ciebie!

11 Comments

  1. Wytłumacz mi tylko proszę tę kwestię:

    ‚Trunki tego typu muszą długo dojrzewać. Znaczy to tyle, że blokujemy sobie moce produkcyjne, bo gdzieś musi ono przecież leżakować.’

    oraz

    ‚Piwo fermentowane drożdżami pozyskanymi z belgijskiego klasztoru w Westmalle i dojrzewające w dębowych beczkach po winie Bordeaux.’

    Rozumiem zatem, że ono leżakowało i dojrzewało w dębowych beczkach. Powiedz mi zatem, w jaki sposób ono zablokowało moce produkcyjne, chyba że masz na myśli zablokowanie beczek dębowych przez długie leżakowanie w nich piwa?

    Pozdrawiam!

  2. Dokładnie. Beczka była zajęta miesiącami, a przecież można by jej użyć w tym czasie do wyprodukowania kilku prostszych piw. Pomijam już fakt, że beczka kosztuje i nie jest wieczna.

    • To rozumiem, że beczka kosztuje. Tylko wydaje mi się, że poza Chateau, te beczki nie są używane do leżakowania innych produkowanych piw, takich jak Pacific Pale Ale, Witbier, Cymbo Pogon, etc. także one de facto blokują tylko powstawanie kolejnych warek Chateau właśnie.

      • Nie są, bo są zajęte (inna sprawa, że nadają się tylko na kwachy). Zajmują też miejsce, a w małym browarze jest ono na wagę złota. To jest realny koszt. Wydaje mi się, że przy takim piwie jest spory koszt ryzyka, bo są spore szanse, że coś pójdzie nie tak. Jako przykład niech posłuży RIS, który powędrował prosto do kanału.

        • Marcin, to zastanów się, co konkretnie powoduje, że cena jest taka, a nie inna. We wpisie piszesz, że tego typu piwa blokują moce produkcyjne, a w komentarzach, że blokują miejsce w browarze, że beczki są drogie i że istnieje ryzyko, że nie wyjdzie i trzeba będzie wylać. Tylko takie ryzyko może dosięgnąć każde piwo. Piszę to, gdyż sądzę, że warzenie Chateau nie blokuje mocy produkcyjnych Artezana. Gdyby te piwo leżakowało kilka miesięcy w leżakach, zamiast beczek, to bym ten argument przyjął na klatę, ale w tym wypadku to nie.

          • Tomek, tekst miał być o piwie, a nie o jego cenie, stąd tylko krótka dygresja.

            Kończąc wywody wyobraź sobie tylko, że zamiast małych drewnianych beczek można by postawić jeden duży unitank i tłuc w nim masowo inne piwa. I to jest właśnie blokowanie mocy produkcyjnych. Tyle w temacie.

      • Na cenę mają wpływ również bardzo duże straty przy leżakowaniu w beczkach, w zeszłym roku Jacek coś wspominał o prawie 30% o ile mnie pamięć nie zwodzi.

        A w ogóle to jest produkt luksusowy, który ma to do siebie, że nie każdemu jest dany, a jedynie tym, których na to stać.

        • Właśnie czekałem kiedy to, co Ty zawarłeś w swoim drugim akapicie, napisze Marcin, bo dla mnie to jest główny powód ceny takiej, a nie innej.

          • Nie wiem czy główny, ale na pewno jeden z powodów.

          • Trudno z tego robić zarzut – to czy cena była za wysoka czy w sam raz zweryfikuje rynek, ustalanie ceny jest świętym prawem sprzedającego, a prawem kupującego jest ją zaakceptować albo nie.

            Podobno są miejsca, gdzie pojedyncze butelki stoją i czekają na chętnych, więc jeżeli postoją odpowiednio długo to jest nadzieja, że edycja 2014 będzie tańsza. 😉

  3. dziki żbik

    11/01/2014 at 23:41

    w bydgoskim leclercu stoja na polce w liczbie 20szt albo lepiej, koszt okolo 27pln, chyba nie znalazly tylu milosnikow 😉

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Piwolog radzi …

Theme by Anders NorenUp ↑