Piwolog radzi ...

Masz problem? Idź do piwologa!

Beer Wars po polsku

5.00 avg. rating (87% score) - 1 vote

Beer Wars

„Beer Wars” to dokument z 2009 roku o walce na rynku piwa w USA. Obrazuje on zmagania rzemieślniczych browarów z koncernami i demaskuje nieczyste zagrywki, jakich te drugie się imają, by utrudnić rozwój konkurencji. Nasz rynek piwny jest łudząco podobny do tego, który istniał w USA jakieś 30 lat temu. Tam, jak i tu, rynek podzieliły pomiędzy siebie trzy wielkie koncerny. Tam, jak i tu, w piwnym świecie wiało nudą, a na rynku dominował wyprany ze smaku jasny lager. Po czym, tam jak i tu, zaczęły powstawać nowe browary warzące trunki niesztampowe dla ludzi wymagających od piwa czegoś więcej niż tylko alkohol. Czy zatem i w Polsce doczekamy się wojny Dawida z Goliatem? Czy nasze koncerny będą grać nieczysto, by tylko utrudnić życie konkurencji? A może to się już dzieje?

Weźmy na przykład piwo, o którym ostatnimi czasy było dość głośno. Żywiec APA to przykład wejścia koncernu w domenę rzemieślników. American Pale Ale to w końcu styl wymyślony przez browary alternatywne i pozostający ich siłą napędową. Czy mamy zatem do czynienia ze szkodliwym zagraniem ze strony koncernu? Zobaczmy jak to wygląda w USA?

Za przykład wezmę piwo, na które sam się swego czasu naciąłem, czyli popularnego za wielką wodą witbiera Blue Moon. Piwo to zarówno swoim stylem, ale i opakowaniem wpisuje się w nurt craft. Do tej pory zapewne mało kto wie, że Blue Moon Brewing Co. jest tak naprawdę własnością wielkiego molocha MillerCoors. Dodać należy, że piwo to sprzedaje się znakomicie, zajmując kawałek niszy, którą normalnie zagospodarowałyby browary rzemieślnicze. Innym podobnym przykładem, który zapamiętałem z wizyty w USA jest piwo Rolling Rock. Wyglądem imituje rzemiosło, natomiast pierwszy już łyk świadomemu konsumentowi daje wiele do myślenia.

Skala problemu jest większa, bo temat nie kończy się na dwóch wymienionych przeze mnie piwach. Koncerny celowo kupują małe browary, by pod ich przykrywką produkować piwa psujące krew craftowej konkurencji. W Stanach ukuto nawet określenie „crafty” (ang. przebiegły, cwaniacki), które określa piwa czy browary podszywające się pod rzemieślnicze.

Wracając na polskie podwórko mamy doskonały przykład takiego zagrania. Oto Grupa Żywiec wydziela ze swoich struktur Browar Zamkowy w Cieszynie, który od teraz będzie samodzielnym bytem. Przynajmniej w teorii, bo przecież kasa płynąć będzie do właściciela GŻ, czyli Heinekena. Należy zastanowić się po co ta zmiana? Kopyr w swoim ostatnim felietonie twierdzi, że było to podyktowane kwestiami ekonomicznymi. Natomiast mi się wydaje, że jest jeszcze drugie dno. Widzę tutaj próbę kamuflażu i udawania małego regionalnego browaru. Czyli poniekąd próba odgryzienia kawałka tortu browarom regionalnym, ale też rzemieślniczym maluchom. Zupełnie jak w USA. Widać, że nie tylko rzemieślnicze browary czerpią ze sprawdzonych recept na sukces rodem zza wielkiej wody.

Żeby nie było, że tylko GŻ próbuje grać nie fair, to spójrzmy na innych. Nowe serie piw specjalnych mają w swoim portfolio także pozostali wielcy gracze. Kompania Piwowarska ma Książęce, ale i Carlsberg Polska swoją linią piw specjalnych próbuje się wizerunkowo podszywać pod browary regionalne. W tyle nie pozostaje także czwarty gracz. Dopiero co premierę miały nowe piwa z Van Pura, które szatą graficzną mocno wzorują się na produktach rzemieślniczych. I choć nikt z wyżej wymienionych nie kryje się jakoś, że to ich piwa, to mniej rozgarnięty konsument może się w tym pogubić. I o to chodzi!

Kolejny ciekawy przykład to Perła i browar w Zwierzyńcu, o który długo walczył również Ciechan. Pytanie po co Perle Zwierzyniec? To przecież zabytek, wymagający do tego sporych nakładów. Cele zakupu były prawdopodobnie dwa. Pierwszy to niedopuszczenie konkurencji, drugi – możliwość produkcji piw imitujących produkcję rzemieślniczą. Czyli dokładnie to co wyżej, tylko pod przykrywką „niezależnego” browaru.

Na mniejszą skalę próbują pogrywać także tak zwane „browary regionalne”. Browary Regionalne Jakubiak, próbują swoich sił w piwach nowofalowych i mają ich już w portfolio kilka – Lwówek Jankes, Ciechan AIPA, Bojan Black IPA. Wchodzą więc w kompetencje sceny rzemieślniczej. Inne średniaki też nie pozostają w tyle. Swoją „rzemieślniczą” pozycję ma już Kormoran, a sił w piwach nowoczesnych próbowali między innymi Krajan i Witnica.

O blokowaniu półek w marketach nie muszę chyba pisać, bo wydaje się oczywiste i jest widoczne gołym okiem. Piwa rzemieślnicze czy regionalne, jeśli się nawet pojawiają, to zwykle w miejscach o gorszej ekspozycji niż te zajmowane przez produkty największych graczy. Kto ma kasę, ten ma pozycjonowanie.

Patrząc na powyższe przykłady można chyba powiedzieć, że i my mamy nasze krajowe „Beer Wars”. Więksi używają argumentu siły (kasy), by przytłumić rewolucję i spowolnić mniejszych. Póki co jest jeszcze spokojnie, ale wydaje mi się, że w najbliższych latach nie będzie litości. Koncernom słupki spadają, więc będą szukać wszelkich możliwości, by zniwelować spadki. Także tych nie do końca uczciwych. Z kolei średniaki po latach intensywnych wzrostów mogą nieco wyhamować i także będą szukać nowych nisz, jak to robi na przykład BRJ czy Perła. Maluchy muszą się mieć na baczności. Ratuje ich jednak elastyczność i kreatywność. To coś, czego nie mają więksi gracze.

Ktoś powie, że nie ma nic nieuczciwego w warzeniu piw w nowych stylach, poszerzaniu oferty oraz otwieraniu czy przejmowaniu mniejszych browarów i wypuszczaniu piw pod ich marką. Nikt też nikomu nie broni płacić za reklamę czy za półkowe w markecie. Należy sobie jednak zadać jedno zajebiście ważne pytanie – czy chcemy wspierać koncerny? Sprawa jest śliska. Jeśli nie będziemy wspierać małych lokalnych browarów, a zamiast nich będziemy sięgać po piwo „crafty”, to zatrzymamy tak zwaną piwną rewolucję. Podetniemy skrzydła młodym polskim przedsiębiorcom, a nasze złotówki popłyną do bogatych zagranicznych koncernów. Te, czując się niezagrożone, przestaną wypuszczać nowe piwa, a skupią się na tym, na czym zbudowali swoją pozycję – piwie wypranym ze smaku tak, by było przyswajalne przez jak największą rzeszę konsumentów. Wrócimy zatem do przykrego punktu wyjścia.

Przy kupnie piwa weźcie zatem pod uwagę jego prawdziwe pochodzenie. Wybierając piwo koncernowe, bo jest tańsze i „równie dobre”, podcinacie skrzydła rzemieślnikom. Fakt, oni mają swoje grzechy, ale do tego, by się rozwinąć i produkować znakomite piwa potrzebują dwóch rzeczy – czasu i waszych pieniędzy. Nie żałujcie im tego!

Na koniec jeszcze zajawka Beer Wars. Myślę, że obejrzenie tego dokumentu w całości może być niezłym pomysłem na wypełnienie świąteczno-noworocznego leniuchowania:

19 Comments

  1. Czołem, skoro jest bezpośrednie skojarzenie z przełomem który miał miejsce w stanach, to piwna rewolucja zaczęła się u nas dużo wcześniej niż odkryto w PL amerykański chmiel. Mianowicie, ścianę jasnych pełnych bezpłciowych piw przełamały piwa niepasteryzowane oraz miodowe (głównie Ciechan oraz browar Amber) Te dwa browary się napociły a piankę spiła cała branża. Po tym jak te dwa „gatunki” stały się chlebem powszednim przyszedł czas na etap drugi, wariacje chmielu importowanego z całego świata czyli kolejne „coś nowego” i to na dodatek fajnie postrzeganego w odbiorze, to też się stanie chlebem powszednim i dzieje się to właśnie na naszych oczach czego przykładem jest APA Żywiecka (która nota bene jest mizerną podróbką Lwóweckiego Jankesa). To normalne zachowania rynkowe, a stwierdzenie „Wchodzą więc w kompetencje sceny rzemieślniczej” to abstrakcja, nie można sobie przywłaszczyć możliwości warzenia danego gatunku piwa. Warto zaznaczyć, że „piwa rzemieślnicze” to nazwa wymyślona na potrzeby marketingowe, tak samo jak i „regionalny browar” … Na samym końcu jest mianownik przepychanek o nazwę, przepychanek o to kto pierwszy co wymyślił itd. tym mianownikiem jest dobre piwo, jak byśmy je nie nazwali.
    Wesołych Świąt !

    • No właśnie, zawłaszczyć sobie stylu piwnego nie można, tak samo nikt się nie może przyczepić oficjalnie do kreatywnego kopiowania wyglądu etykiet czy butelek. To w zasadzie „normalna” walka o rynek, na którą wszyscy przyzwalamy. Tylko trzeba mieć świadomość tego, że mniejsze podmioty są w tej walce zawsze skazane na porażkę. Mogą wygrać w zasadzie jedynie jakością i na tym powinny się skupić.

    • Nie ma takiego stylu jak „piwa niepasteryzowane”. Jakby wypuścić wersję niepasteryzowaną Tyskiego czy Żywca smakowała by ona na 99% tak samo jest wersja normalna.
      Nie wiem jak obecnie stoi Jankes ale jak piłem we wrześniu to bardziej przypominał bittera czy nawet brown ale a nie APA, a chmielu w aromacie to praktycznie w ogóle nie było, pomijając już że całe BRJ mają jakieś ogromne problemy by wypuścić piwo bez DMS czy żelaza 🙂

      • Niepasteryzowane wyklarowało segment piw o wyższej jakości nie tylko z powodu braku utrwalania ale również dlatego, że przez długi czas niepasteryzowane były robione metodami tradycyjnymi, bez HGB… Swoją drogą – od razu po rozlewie Tyskiego pewnie nie rozróżnie, ale świeżo rozlane vs 6 miesieczne z półki sklepowej już tak … Metal bywał na początku w Bojanie fakt ….co zostało wyeliminowane ( pijam Toporka) ale DMS to nigdy w BRJ nie wystepowal

        • W Strażackim zawsze był (chyba z 3 podejścia), najlepsze że gdyby nie ten DMS to byłoby całkiem niezłe piwo (w tym segmencie cenowym to nawet ekstraklasa :)) ale gdyby babcia miała wąsy…

  2. Fajny wpis. Czyli mówisz, że ‚swój do swego po swoje’? 😉

    • Dokładnie tak. Jeśli chcemy żyć w piwnym El Dorado, to powinniśmy dać szansę naszym. Nawet przymykając oko na drobne potknięcia, które przecież zdarzyć się mogą każdemu na starcie.

      • drobne potknięcia non stop wadliwe piwa z browaru Twigg ? AleBrowar i LadyBlanche, JohnCherry (wiadomo jakie miało wady jedno i drugie)… można tak dalej wymieniać i wymieniać… Owszem, każdemu mogą zdarzyć się potknięcia na starcie, ale w browarach pracują ludzie z doświadczeniem, wiec powinni wiedzieć co robią. I jeszcze jedno, trafisz bezpośrednio po kolei na 3-4 kiepskie piwa z różnych browarów- ja bym stracił wiarę praktycznie… W ostatnim czasie wydaje mi się że coraz częściej zdarzają się jakieś wady. A i żeby zrobić jakieś ciekawe piwo- nie na amerykańskich chmielach- to już podchodzi pod wyczyn

  3. Rozumiem, że chleb i szynkę kupujesz również od rzemieślników? Tak samo mydło i proszek do prania? I koszulki z logo Twojego ulubionego browaru craftowego zostały uszyte przez małą manufakturę, a nie przez chińską fabrykę? I również komórki i samochody masz od polskich rzemieślników? Nawet mieszkanie kupiłeś od małego polskiego developera, który miał kilka niedociągnięć (jak kapiąca woda na głowę w łazience), ale za to możesz być dumny, że nie dałeś zarobić wielkiemu koncernowi developerskiemu, który wyprowadzi Twoje pieniądze na zachód?

    Śmieszne jest to narzekanie na to, że bezduszne koncerny zaczynają warzyć dobre piwa i małe browary na tym tracą… Tak działa wolny rynek. Niech konkurują w inny sposób, jeśli ceną nie mogą. Nikt nie powiedział, że craftowcy muszą warzyć ułożone i niezbyt goryczkowe APA i mają konkurować tym samym za większą cenę z GŻ czy KP. Niech warzą przesadzone APA w stylu Sharka lub np. wędzone barley wine o ekstrakcie 30blg leżakowane w beczce po starce -> tego koncerny nie skopiują ;]

    A frajerstwem u kupującego jest płacenie więcej za taki sam lub gorszy produkt (Żywiec APA może nie jest najlepszym piwem na rynku w tym stylu, ale piłem sporo słabszych) tylko dlatego, że został uwarzony w małym browarze, a nie przez molocha.

    „Należy sobie jednak zadać jedno zajebiście ważne pytanie – czy chcemy wspierać koncerny?” – jestem świadomym konsumentem, nie ślepym wyznawcom jakiejś marki, dlatego nie wspieram żadnej firmy (czy to wielkiego koncernu, czy małego rzemieślnika warzącego za rogiem), kupuję to na co chcę wydać moje ciężko zarobione pieniądze i wspieranie czegokolwiek nie ma tutaj nic do tego.

    • Tak, chleb i szynkę kupuję od rzemieślników. Dom też budowali mi rzemieślnicy, a wczoraj musiałem załatać dziurę w dachu, bo ciekło. I wiesz co? Dobrze mi z tym!

      Też jestem świadomym konsumentem i dlatego wspieram rzemieślników, bo jeśli nie będę ich wspierać, to za jakiś czas będę miał do wyboru tylko koncernową papkę.

      • A jeśli będziemy ślepo „wspierać” rzemieślników i wybaczać im marne piwo, tylko dlatego że są rzemieślnikami, to za jakiś czas będziemy mieli same szmatławe piwo, z wadami, o niższej jakości niż koncernowe, ale za to dwukrotnie od niego droższe. No, ale rzemieślnicze, hurrra!
        Sorry, ale browary rzemieślnicze nie są organizacjami charytatywnymi, nie rozdają swojego produktu za półdarmo, bo tacy z nich ideowi rewolucjoniści. Więc dlaczego ja mam im oddawać moja kasę jeśli produkt nie będzie na to zasługiwał, albo jeśli będzie na rynku tak samo dobry produkt tyle że tańszy? Bliższa ciału koszula, a mi mój portfel niż portfel rzemieślnika.
        A w Polsce nie może być na razie i jeszcze długo mowy o jakimkolwiek BeerWars, bo rzemieślnicy sorzedają na pniu wszystko co uwarzą! Czego by nie wypuścili i po jakiej cenie by nie wypuścili to rynek i tak łyka jak młody pelikan! Wielokrany powstają jak grzyby po deszczu i niektóre mają kłopot z zaopatrzeniem się w co ciekawsze premiery, bo popyt przerasta podaż. Więc jęczenie rzemieślników że im koncerny zagrażają można włożyć między bajki.

        • Nie mówię, by kupować „rzemiosło” bezrefleksyjnie. Ja sam mam ograniczone zaufanie do niektórych inicjatyw, ale wracam do nich co jakiś czas, by sprawdzić czy się poprawiło. Każdy ma prawo do wpadki na starcie, w końcu uczymy się na błędach. Czas zweryfikuje zapewne czy wtopy wynikały z pecha czy z olewania tematu. Tak jak napisałem, wkrótce zabraknie na rynku miejsca na gnioty, ale i te znakomite browary mogą nie przetrwać, jeśli konkurencja będzie grać nie fair. I tego było by mi zajebiście żal.

          • IMO czas na naukę na błędach jest w okresie piwowarzenia domowego. Wtedy błędy robi się na własny rachunek. Ale kiedy już żąda się pieniędzy za swój produkt to uczciwie jest błędów nie popełniać na rachunek klientów. Koncerny na rynek nie puszczą warki, która nie przejdzie kontroli jakości, rzemieślnicy zaś… not so much 😉
            Na razie rzemieślnicy wygrywają jakością i wyborem stylów piwnych. Ale jeśli zaczną olewać tę jakość, podczas gdy koncerny zainwestują w różnorodność (ŻAPA) i i jakość, to wtedy nie koncerny zabiją rewolucję, tylko sami rzemieślnicy będą jej kilerami. Ale obyśmy tego nie doczekali 😉

          • Nie chce nikogo bronić, bo sam się nie raz naciąłem. Weź tylko pod uwagę, że warzenie w domu to jednak nie to samo co warzenie komercyjne, a większość nowych browarów to kontrakty, które nie mają możliwości pełnego nadzoru nad całym procesem.

          • honeyglass

            23/12/2014 at 19:27

            Ale to ich decyzja, że warzą kontraktowo. Jeżeli idę do małej piekarni to nie dlatego, że chce wspierać małych przedsiębiorców tylko dlatego, że ten chleb czy te bułki są po prostu lepsze. Ale jeżeli zacznę dostawać to samo napompowane badziewie co w Lidlach czy Biedronkach to niby dlaczego mam płacić dwa razy więcej? Tak samo jest z piwem. Jestem gotów zapłacić nawet kilkadziesiąt złotych za butelkę piwa. Ale nie mam zamiaru wydać 20 złotych i wylać piwa bo trafił się DMS ale rzemieślnicy i tak wypuścili towar na rynek bo ludzie i tak kupią. No sory ale im więcej płacę tym więcej wymagam.

        • Dodałbym jeszcze, że od czasu tego filmu powstało w USA ponad 1000 nowych browarów, więc chyba jednak te złe i paskudne koncerny, które podszywają się pod małych nie są dla zaradnych rzemieślników problemem?

          A na koniec dodam tylko, że browary rzemieślnicze, które robią najlepsze i najrówniejsze piwa w Polsce „olały” całkiem temat wchodzenia koncernów w niszę do tej pory zarezerwowaną dla nich. Na ten moment tylko browary, które dostają baty za nierówne warki zaczęły coś tam przebąkiwać w tym temacie. O czymś to świadczy…

  4. Narzekanie, że koncerny warzą inne piwa niż eurolagery jest śmieszne i podważa zasady funkcjonowania wolnego rynku. Natomiast pozycjonowanie piw na sklepowych półkach jest elementem brudnej gry marketingowej, na której zyskują wyłącznie duże sieci handlowe. Albo craftowcy utrzymają się na rynku wysoką jakością wyrobów, albo zginą. Jeśli o tym nie wiedzieli wchodząc do piwnego biznesu to mi ich nie szkoda.

  5. to dlaczego nie bronicie EDI i Koreba, to sa rzemieslnicy, trzeba kupowac ich produkty!!
    ja glosuje portfelem i kupuje to co dobre, a dobre bedzie TYLKO jak na rynku bedzie konkurencja

    • Głosowanie portfelem to dobry pomysł, który sam uskuteczniam. Nie namawiam do kupowania słabych produktów w wysokich cenach. Zachęcam do kupowania dobrych i znakomitych piw, nawet jeśli kosztują nieco więcej niż tańsze „wystarczająco dobre”.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 Piwolog radzi …

Theme by Anders NorenUp ↑