Piwolog radzi ...

Masz problem? Idź do piwologa!

Beer, Geek, ale czy Madness?

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Duchy festiwalu

Polska piwna rewolucja składa się z dwóch frontów. Z jednej strony mamy rzemieślników, którzy uwielbiają eksperymentować. Z drugiej – świadomych piwoszów, którzy uwielbiają nowości i ciągle poszukują nowych silnych piwnych wrażeń. Beer Geek Madness jest spoiwem między tymi frontami.

Powyższe słowa napisałem na prośbę organizatorów Beer Geek Madness, którzy prosili o krótkie podsumowanie pierwszej rocznicy tej imprezy. W zasadzie nie ma w nich nic odkrywczego. Ot, obserwacja człowieka, który uczestniczy w tym szaleństwie od początku. Czy po trzeciej edycji zmieniam choć trochę zdanie?

Każda edycja Beer Geek Madness jest inna. Każdej przyświeca nieco inny cel. Tym razem zaproszono rzemieślnicze browary z Niemiec. Tak, tych Niemiec, które słyną z niesamowitej wręcz konserwatywności, jeżeli chodzi o tematy piwne. Choć jakby się dokładniej przyjrzeć, to można by to spokojnie rozszerzyć na inne dziedziny życia. Nie brnijmy jednak.

Organizatorzy sporo moim zdaniem zaryzykowali. Dlaczego? Bo jak wspomniałem we wstępie, polski kraftopijca szuka wrażeń. Mocnych wrażeń! Czy takie emocje mogą zapewnić niemieckie browary? Czy polskie rzemiosło grające na niemiecką modłę jest w stanie kogoś zaskoczyć? Żeby nie przynudzać od razu podam ci odpowiedź – TAK!

Piwa niemieckie - The Monarchy

Piwa niemieckie – The Monarchy

Pierwszym zaskoczeniem dla mnie były piwa niemieckie. Z racji miejsca zamieszkania, miałem wcześniej okazję liznąć nieco niemieckiego rzemiosła, lecz jakoś szczególnie mnie nie zachwyciło. No, może poza IPĄ, która pachniała prażoną cebulką 😉 Tymczasem we Wrocławiu trafiłem na same pozytywy, w szczególności za sprawą browaru The Monarchy. To co zaserwowali totalnie kłóci się z konserwatyzmem. Viking Gose nawet do klasycznego Gose ma nie po drodze. Owszem, jest kwaśne i słone, ale zamiast kolendry w aromacie czuć głównie porzeczkę, a w smaku obok wspomnianego owocu pojawia się spora dawka dymu. Moim zdaniem znakomite i bezkompromisowe. Jeszcze lepiej zaprezentował się Adambier. Piwo określane jako tradycyjny dortmundzki Alt zapowiadało się nudne i zapewne z własnej woli bym go nie spróbował. I byłby to wielki błąd! Na szczęście piwo siłą zostało mi wciśnięte do dłoni i jestem za to wdzięczny. To był Alt jakiego dotąd nie znałem – kwaśny, dziki, o silnie beczkowym charakterze. Był też piwem silnie zdradliwym, bo 10% alkoholu zostało w nim doskonale zamaskowane. Dla mnie jedno z lepszych piw tego wieczoru. Tak … z nudnych i konserwatywnych Niemiec.

Polskie rzemiosło zostało w pewnym stopniu odgórnie, i chyba niepotrzebnie, ujarzmione. Piwa z założenia miały się odwoływać do niemieckiej tradycji. Wyszło to lepiej lub gorzej, natomiast negatywnie wpłynęło na „szaleńczość” imprezy. Jedni uznali, że najbardziej szalone germańskie style to te kwaśne – Berliner Weisse, Gose czy Lichtenheiner. Inni nagięli nieco zasady i przemycili nieco ukochanej przez rewolucjonistów „ameryki”. Ostatecznie jedni i drudzy mogą się czuć zwycięzcami, bo poziom zaprezentowanych piw był naprawdę wyrównany i wysoki. Dowodem na to niech będzie fakt, że sam nie zdecydowałem się oddać głosu na Beer Geek Choice. Po prostu nie byłem w stanie zdecydować jak podzielić trzy głosy, pomiędzy 11 dobrych piw.

Bywało tłoczno

Bywało tłoczno

Szczegółowo, w kolejności degustacji (co ma duże znaczenie ;)), wyglądają następująco:

  • Very Bloody Berliner / Piwne Podziemie – przyjemna kwaśność podbijana dodatkowo przez owoce; wyraźny i naturalny smak aronii oraz piękny krwisty kolor; bardzo mi smakowało pomimo lekkiej kapuchy w aromacie, którą czułem tylko ja (nie znam się)
  • Orgasmatron / Kraftwerk – uwielbiam takie eksperymenty, ale ten uznam za nieco mniej udany. O ile aromat i smak zachwycał ziołowym bogactwem, to szorstki niezbalansowany finisz pozostawia nieco do życzenia.
  • Curry Wurst / Birbant – dobre piwo, ale nie sprzedało tego, co obiecywało. Miała być kiełbaska curry, a wyszła mocno wędzona frankfurterka. Smaczna, ale nie to chciałem zjeść.
  • Cyrulik / Profesja – miało być wędzone i kwaśne. I było. Solidne i smaczne piwo, do tego dość wyraziste. Wystarczająco, by zdobyć laur najlepszego piwa festiwalu, ale dla mnie jednak zbyt mało szaleństwa.
  • Berliner Schwarze / Pinta – najkwaśniejsze polskie piwo, co nie znaczy, że najlepsze. Połączenia nut palonych i kwaśności nie kupuję. Delikatna siarka w aromacie też nie ratuje sytuacji. Ot, przeciętniak.
  • F*ck the boundaries / Brokreacja – fajne, świetne, i co dalej? Obok Gose to nawet nie stało. Bardziej chmielowe niż ziołowe, a smak kwaśny i słony słabo zaakcentowany. Piwo smaczne, elegancko zbalansowane, aromatyczne, ale … nie tego szukam na BGM. Niemniej polecam spróbować.
  • Blu Berrymore / Hopium – piwo, które oferuje dokładnie to, co obiecuje. Są owoce, jest też kajmak, który mi się bardziej tutaj kojarzył z toffi niż z krówkami. Baza solidna, dodatki wyczuwalne, ale efekt jakoś do mnie nie przemawia.
  • Rauchweizen / Dr Brew – spróbowałem, pomimo sporej dozy nieufności do „doktorków”. Rozczarowania wielkiego nie było, zachwytu także. O ile w aromacie się broniło, to w smaku pustka i szorstki finisz. Ani Beer, ani Geek, ani Madness.
  • Hoppy Violet Potato Lager / Stu Mostów – w skrócie Hoppy Lager, bo ani ziemniaków nie poczułem, ani fioletu nie widziałem. Dobre piwo, ale nie na tą imprezę.
  • American Lager (jagody) / Nepomucen – smaczne, pijalne, zbalansowane, tylko gdzie te jagody? Solidne piwo, ale bez żadnego szaleństwa.
  • Lodzermensch / Piwoteka – piwo w zapomnianym stylu Cottbuser. Czyste, wyraziście kwaśne, ale znowu – nie oferujące bogatych doznań. Niektórzy wyczuwali nuty miodowe, ale nie mogę potwierdzić. A może było już za późno…

Sumarycznie Polacy zaprezentowali 11 solidnych premier. Nie było wielkich wpadek, ale nikt też nie błysnął. Nie zagłosowałem na Beer Geek Choice, bo nie byłem w stanie wskazać faworyta. Zresztą po powyższym opisie wrażeń doskonale to widać.

Było Beer, było Geek, ale czy było Madness? Choć szaleństwa było mniej niż w poprzednich edycjach, to moim zdaniem i tak wystarczająco. Sama możliwość spróbowania tylu premierowych piw i przeglądu niemieckiego rzemiosła sprawiła, że ten wieczór był istnym szaleństwem. Dzięki opaskom nie było w ogóle kolejek do piwa, więc tempo imprezy wzrosło. Trzeba było się bardzo pilnować, żeby dotrwać do deseru, którym było otwarcie baru na dachu.

Było intensywnie, radośnie, ciekawie, epicko. Dziękuję wszystkim, którzy znaleźli chwilę, by zamienić ze mną słowo i w efekcie zniszczyli mi krtań tak doszczętnie, że jeszcze dziś ledwie wydobywam z siebie dźwięki. Dziękuję organizatorom i piwnym przyjaciołom, których niezmiernie miło było mi ponownie spotkać. Do zobaczenia wiosną we Wrocławiu.

Na koniec krótka fotorelacja:

Kiełbaski od Bribantów

Kiełbaski od Bribantów

Beer Geek Madness 3


Dachowe impresje

Żywa muza

Żywa muza

Leżaczki na propsie

Leżaczki na propsie

Wręczenie nagród Jamesona

Wręczenie nagród Jamesona

Jameson - nagrodzeni

Jameson – nagrodzeni

Browar Piwoteka we własnych osobach

Browar Piwoteka we własnych osobach

Silnik browaru Kraftwerk?

Silnik browaru Kraftwerk?

Piwna Zwrotnica kontra Piwolog

Piwna Zwrotnica kontra Piwolog

Blogery

Blogery

Żywej muzyki nigdy za wiele

Żywej muzyki nigdy za wiele

Beer Geek Choice dla Profesji

Beer Geek Choice dla Profesji

Zadumy chwila

Zadumy chwila

5 Comments

  1. Jakie (i za co) nagrody wręczał Jameson na tej imprezie?

    • Chyba za to: „Na dachu spotka się sześciu najlepszych barmanów z Polski , którzy będą uczestniczyć w Beerson Coctail Challenge, czyli konkursie organizowanym we współpracy z Jamesonem (producent whisky – przyp. jg). Każdy z barmanów będzie miał za zadanie wybrać jedno z premierowych piw z polskich browarów. Na bazie tych piw i Jamesona przygotuje koktajl lub drink według autorskiej receptury. Na najlepszy publiczność będzie głosowała tak, jak w przypadku Beer Geek Choice. Zwycięzca otrzyma nagrodę ufundowaną przez Jamesona.”

  2. Rewolucją jest piwowarstwo domowe, w nim zawiera się wszystko, towarzystwo, eksperymentowanie, wiedza, doświadczenie, emocje, najlepsze piwa, zaś to co zawarte w artykule to tylko snobkowe golenie frajerów przez cwaniaków.

    • Aha, no to dałem się oszukać cwaniakom, którzy jeszcze wczoraj byli piwowarami domowymi.

      • Potwierdzasz, że istotą rewolucji jest piwowarstwo domowe, a nie „crafty”.
        Jak sądzę zauważasz różnicę pomiędzy spotkaniem piwowarów a eventem craftowców, pomiędzy szerzeniem idei a trzepaniem frajerów. Mam nadzieję, że doczekam takich luźniejszych czasów, gdzie zaniknie niewypowiedziana falszywa wiara w to, że „naturalną koleją rzeczy dla piwowara domowego jest założenie craftu, by mógł uszczęśliwić innych swoim piwem”, jakby ci do uszczęsliwienia wypatrywali jego piwa na półce sklepowej, zamiast nowej dostawy chmielu w sklepie dla piwowarów.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Piwolog radzi …

Theme by Anders NorenUp ↑